Pomost (Opinia bezspoilerowa)
Po czteroodcinkowy thriller psychologiczny BBC „Pomost” (ang. „The Jetty”), stworzony przez Cat Jones i wyreżyserowany przez Marinę Simone („The Responder”), sięgnęłam głównie ze względu na odtwórczynię głównej roli. Szybko przekonałam się jednak, że ten z pozoru klasyczny kryminał ma do zaoferowania dużo więcej, niż mogłoby się wydawać.
Posterunkowa Ember Manning wraz z partnerem bada pożar lokalnej przystani, która dla samej bohaterki ma charakter sentymentalny. Szybko jednak sprawa podpalenia łączy się z potencjalnym gwałtem na nieletniej oraz zaginięciem dziewczyny sprzed 17 lat. To, co początkowo wydaje się odrębnymi sprawami, zaczyna układać się w niepokojącą całość. Im dalej Ember zagłębia się w tajemnice miasteczka, tym więcej pytań pojawia się wokół wydarzeń sprzed lat, a śledztwo zaczyna dotykać również jej własnego życia.
Serial jest bardzo zgrabnie poprowadzonym kryminałem, który w ciekawy i spójny sposób łączy trzy pozornie niepowiązane ze sobą sprawy. Twórcy bardzo sprawnie lawirują między nimi, prowadząc nas wraz z niestrudzoną bohaterką przez kolejne etapy śledztwa. Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest również wątek retrospekcji wydarzeń sprzed 17 lat. Twórcy, pomimo kilku przeplatających się historii, nie przekombinowują, płynnie prowadzą fabułę, krok po kroku wprowadzając w nią zarówno widza, jak i samych śledczych. Do tego produkcja ma bardzo przyjemny, tajemniczy klimat. Brytyjczycy naprawdę potrafią go stworzyć! „Pomost” nie epatuje grozą, a zamiast tego buduje napięcie poprzez tajemnice, niedopowiedzenia i sekrety, stopniowo odkrywając przed widzem kolejne elementy układanki. Dużą rolę odgrywają tutaj również zdjęcia, stonowane, momentami surowe kadry i sposób pokazywania miasteczka oraz jego okolic świetnie podkreślają atmosferę całej historii. Przystań, otaczająca ją woda, lasy i pozornie spokojne miejsca z czasem zaczynają wyglądać zupełnie inaczej, gdy wiemy już, jakie sekrety skrywają. Dzięki temu serial ma w sobie ten charakterystyczny, lekko niepokojący brytyjski klimat, który sprawia, że nawet pozornie zwyczajne sceny potrafią budować napięcie. Całość jest przy tym dobrze wyważona, twórcy nie zasypują nas kolejnymi twistami tylko po to, żeby zaskoczyć widza. Zamiast tego pozwalają historii rozwijać się w swoim tempie i konsekwentnie prowadzą nas do odkrycia prawdy.
Jednak to, co najbardziej błyszczy i jest kwintesencją tej produkcji, to kreacja Jenny Coleman i jej postać Ember. Momentami jest to wręcz teatr jednego aktora, choć całkiem przyzwoity i udany drugi plan również robi swoje. Coleman po raz kolejny udowadnia, jak wybitną jest aktorką. Jej bohaterka jest jednocześnie twarda i zdystansowana, a z drugiej strony niezwykle wrażliwa i pełna bólu po stracie. Trudno jej spojrzeć na osobę, którą przez lata idealizowała i kochała, jak na kogoś, kto miał przed nią swoje sekrety i „trupy w szafie”. Szczególnie interesujące jest obserwowanie tego, jak Ember zmaga się z poczuciem obowiązku zapewnienia bezpieczeństwa córce, własnym bólem, a także zaprzeczeniem. Nie chce dopuścić do siebie myśli, że jej życie mogło być poniekąd kłamstwem, a miłość, którą przez lata uważała za prawdziwą i czystą, niekoniecznie była taka, jak sobie wyobrażała. Coleman świetnie pokazuje wszystkie te emocje, nie robiąc z Ember przesadnie dramatycznej bohaterki. W jej zachowaniu jest mnóstwo powściągliwości, a jednocześnie pod powierzchnią cały czas czuć ogromne napięcie. To właśnie dzięki niej śledztwo staje się czymś więcej niż tylko kolejną zagadką kryminalną, dostajemy historię kobiety, która musi zmierzyć się z rozpadem własnego wyobrażenia o przeszłości. Oglądanie jej na ekranie to po prostu czysta przyjemność
„Pomost” to bardzo zgrabnie poprowadzony kryminał, który może i nie oferuje najbardziej zaskakującego rozwiązania zagadki, ale zdecydowanie nadrabia klimatem, fabułą i przede wszystkim świetną kreacją Jenny Coleman. To właśnie psychologia postaci i emocje Ember stoją tutaj na pierwszym planie i sprawiają, że serial ogląda się z dużym zainteresowaniem. Na plus zdecydowanie zasługują również zdjęcia. Zieleń, woda, mgła i otaczająca bohaterów natura tworzą bardzo charakterystyczny, lekko melancholijny klimat, który świetnie współgra z historią. Brytyjczycy po raz kolejny pokazują, że potrafią zrobić tajemniczy kryminał bez konieczności epatowania grozą. Jedyną większą wadą jest dla mnie zakończenie. Kiedy już poznajemy rozwiązanie, pojawia się trochę takie „no oczywiście… można było się tego spodziewać” Nie jest ono szczególnie zaskakujące i trudno mówić tutaj o wielkim efekcie wow. Na szczęście nie wpłynęło to mocno na mój odbiór całości, bo „Pomost” zdecydowanie stoi psychologią bohaterów, atmosferą i świetną rolą Coleman.
Jeśli lubicie kameralne, klimatyczne kryminały, w których oprócz samej zagadki ważne są emocje i sekrety bohaterów, zdecydowanie warto dać mu szansę. Ja spędziłam z „Pomostem” naprawdę dobrze czas.
Dziękujemy Canal+ za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.
Tekst oryginalnie opublikowany na Serialomaniak.com

