Hobbit albo tam i z powrotem. Powieść graficzna
„Hobbit” to jedna z najbardziej kultowych powieści popkultury, którą zna chyba każdy, prawda? Nikomu nie trzeba jej przybliżać, tym bardziej że co i rusz pojawiają się jej nowe edycje. Nie bez powodu o tym wspominam, bo ostatnio miałem przyjemność przeczytać powieść graficzną na jej podstawie. I warto mieć ją na uwadze, nawet jeśli Hobbit zaczyna Wam już wyskakiwać z lodówki!
Dlaczego? Fabularnie „Hobbit albo tam i z powrotem. Powieść graficzna” nie wprowadza żadnej rewolucji. To odtworzenie historii Tolkiena jeden do jednego, ale z uproszczeniami w mniej istotnych momentach, żeby całość miała format sprzyjający czytaniu. Idziemy więc krok w krok za książkowym Bilbem i jego kompanami, ale więcej czasu spędzamy np. w Mrocznej Puszczy czy w jaskiniach orków, gdzie mieszka Golum, a momenty dziejące się pomiędzy są pokazane bardzo pobieżnie. To jak najbardziej dobra decyzja, bo dzięki niej historia jest bardziej zwarta, koncentruje się na rzeczach istotnych z punktu widzenia postaci i lore Tolkiena, a jednocześnie unikamy przestojów, które łagodziłyby przygodowy charakter (zero nudy podczas czytania, co chwilę mamy jakąś akcję). Kolejną dobrą decyzją było delikatne rozszerzenie fragmentów, które w książce szybko „mijały” np. bitwa pięciu armii, której najciekawszy przebieg w powieści został ucięty stanem Bilba (twórca nie robi tu rewolucji, ale przygotował kilka atrakcyjnych plansz rozszerzających tę bitwę).

„Hobbita” bardzo lubię za jego przygodowy charakter, sposób opowiadania historii, tempo wydarzeń i fantastyczne elementy, które w przyszłości stały się fundamentem całego uniwersum (od smoków po gobliny) razem z autorskimi wizjami jak hobbici. Książka fantasy była idealnym materiałem do przedstawienia w formie komiksu, i zdecydowanie lepiej obcowało mi się z tym medium niż z suchym tekstem. Powód jest prosty – jestem wzrokowcem, lubię komiksy, a ta historia ma tyle interesujących motywów i wizji, że aż prosi się o zobrazowanie, żeby uchwycić całe piękno tego świata. Twórca naprawdę się przyłożył, żeby oddać całą historię jak należy, razem z bogactwem świata, świetnie szukając inspiracji u Tolkiena. Nawet najkrótsze książkowe opisy potrafił przełożyć na rysunek i pokazać je z pełną wartością, jak choćby wplatanie średniowiecznych i nordyckich motywów w stroje czy architekturę. Finalne efekty pokrywają się z książką, a tam, gdzie tekst nie dawał odpowiedzi, twórca potrafił uderzyć w odpowiednie tony, żeby była to spójna wizja. Najlepiej widać to przy krasnoludach i sposobie ich różnicowania, choćby kolorystyką strojów, ale też przy sporej wnikliwości w opisy Tolkiena, bo nie zabrakło detali w rodzaju owłosionych stóp hobbitów, co dla mnie jest tym detalem, który musiał się pojawić. Wyłącznie przyczepiłbym się do upodobnienia wyglądu Thorina do Gandalfa (momentami myliłem ich!).
Powieść graficzna jest też po prostu piękna od strony artystycznej. I słowo „artystycznej” jest tu jak najbardziej na miejscu, bo podczas czytania miałem wrażenie, że twórca każdą planszę chciał zamienić w coś wyjątkowego (i mu się to udało). Zastosowanie akwareli do kolorowania okazało się strzałem w dziesiątkę: wszystkie barwy mają bardziej surowy ton, pasujący do klimatu książki, a jednocześnie są bardziej naturalne za sprawą płynnego przejścia tonacji, światła czy cienia. Nie każdy element mi jednak podszedł np. ciało Golluma było miejscami zbyt zdeformowane, ale z drugiej strony akceptuję wizję twórcy, że w ten sposób chciał mocniej podkreślić fizjologiczny aspekt odpowiadający jego historii, i podobnie mam z kilkoma innymi elementami.
Czytanie tej powieści graficznej trochę mi się dłużyło przez dymki narracyjne, które potrafiły dać wrażenie „książki z obrazkami”. Nie zawsze, ale dość często były to bardzo duże obszary tekstu, dające wrażenie wyciągnięcia ich wprost z powieści. Miejscami były potrzebne, żeby nakreślić myśli bohaterów albo nadać kontekst pokazywanym elementom, ale zdecydowanie były zbędne w takiej ilości, kiedy sprowadzały się tylko do opisywania akcji, którą i tak widać już na ilustracji.

Powieść graficzna pięknie prezentuje się też na półce. Twarda oprawa, matowa okładka dająca miękkie wrażenie przy dotyku, żłobiony złoty tytuł budujący poczucie ekskluzywności. Do tego dochodzi dość obszerny materiał dodatkowy w postaci rozbudowanej wypowiedzi artysty przybliżającej kulisy powstawania wzbogacone szkicami. To świetna sprawa, żeby bardziej wnikliwie spojrzeć na cały proces, docenić włożoną pracę, a przede wszystkim poznać wybrane decyzje kreatywne, dzięki którym łatwiej o właściwą perspektywę patrzenia na całość
Dziękuję Tantis za komiks. Sklep nie miał wpływu na opinię i tekst.

