Opinia o linii DC Compact

Egmont ruszył z nową linią wydawniczą „DC Compact”. Czy warto się nią interesować? No ba

Na krótko przed startem linii kupiłem zagraniczne wydanie „Trybunału Sów”, żeby mieć jakieś rozeznanie w temacie. Tak się złożyło, że za 2 dyszki szło kupić go w ATOMie na MFKiG. Format trafia w mój gust, ponieważ jest budżetowy (rozsądna cena do ilości/zawartości), kieszonkowy (półki na regale krzyczą „DZIĘKUJEMY”, a i łatwiej włożyć do kieszeni i poczytać we wkurzających kolejkach sklepowych lub do lekarza), rysunki nie tracą jakoś mocno na jakości na offsetowym papierze i przy takiej skali (Capullo jak zachwycał, tak nadal to robi), wyłącznie mocne tytułu na start (bierzcie „Trybunał Sów”, jedna z topek Nietoperza).

Jedyną wadą jest wielkość literek. Nieźle muszę namęczyć swoje ślepia, żeby wczytać się w tekst bez wkładania nosa między strony. Momentami tekst zlewa się przy ciemniejszym tle. „Urok” komiksu, który docelowo powstał dla regularnego formatu.

Na ten moment nie kupuje polskich edycji, bo mam je w standardowych formatach na półce – a historię z Sowami nadrobiłem zagraniczym wydaniem, który był okazją życia w tej cenie. Ale na pewno coś kupię w przyszłości, bacznie będę obserwował zapowiedzi Egmonta.

Szczególnie zachęcam Was do kupna „Trybunału Sów”. Kompletna historia, jedna z lepszych o Batmanie (wróg, noir, wodzenie z nos, osobiste wyzwanie, porządna akcja, no dosłownie wszystko tam styka), dzięki niej mocniej wkręciłem się w DC (jeden z moich pierwszych komiksów jakie czytałem) i w rozsądnej cenie zamiast w chorych, wyolbrzymionych z drugiej ręki (brak dostępności „normalnego” wydania w sklepach). Reszta DC Compact również jest warta uwagi – od Ważniaka w jego najlepszym okresie, po kultowych „Watchmen”.