Venom tom 3 (Opinia)

Trzeci tom „Venoma” mocno rusza z akcją w obu sektorach: na Ziemi rozkręca się wojna symbiontów, w której Dylan odgrywa szczególną rolę w walce z NIMI, oraz w kosmosie, gdzie Brock chce skorzystać z nietypowej okazji, żeby pokonać Króla.

Zdecydowanie bardziej trafiła w moje klimaty ziemska akcja. Bo choć symbionty wychodziły jak ślimaki po deszczu i w trakcie czytania czułem, że historia nie zawiera wszystkich pojedynczych zeszytów z innych serii, to jednak koncepcyjnie była dla mnie w pełni czytelna, nieprzytłaczająca i przede wszystkim dobrze napisana pod kątem akcji. Duża w tym zasługa duetu Dylana i Wdowy, którzy świetnie się dopełniali – zarówno w polu, jak i przy złapaniu nici porozumienia co do planu. Dobrze funkcjonował tu także przeciwnik o tajemniczej tożsamości z zasobami stanowiącymi realny problem i wymagającymi od symbiontów pogłówkowania. Wdowa i Toxin byli dla mnie najjaśniejszymi elementami tej układanki – zwłaszcza Wdowa, która wizualnie atrakcyjnie prezentowała się w wersji symbiontowej. Twórcy mieli fajny pomysł na pokazanie jej umiejętności od ciut innej strony, żeby wyróżniała się na tle reszty symbiontów i mocno stała na własnych nogach, co uważam za ważne, gdy pojawia się aż tyle tych „potworków”.

Celowo wspomniałem o przytłaczaniu, bo taka właśnie dla mnie była kosmiczna przygoda. Festiwal symbiontów na Ziemi doprowadził do dużej liczby gościnnych występów, a te z kolei w jakiś sposób kierowały w kosmiczne rejony. Zaczęło się niewinnie, ale rozwinięcie historii o czasoprzestrzeń bardzo pogmatwało losy Brocka – na pewnym etapie nie dość, że trzeba było mocno wgryźć się w tekst i go analizować, to i tak łatwo było stracić orientację w biegu wydarzeń. Pozytywnie w tym wszystkim odebrałem występ Dooma, który idealnie wpasował się w klimaty serii, a jego rozmowy z Brockiem miały trafiony humor, który momentami bawił. No i nawet w takiej historii Doom nie wychodził z roli, tylko potrafił knuć, co dało świetny moment z innym czarnym charakterem. Poza tym sam sposób rozwiązywania wątków sprowadzał się do chaotycznej akcji, byle tylko jakoś to elektryzowało. Było to dla mnie negatywnym zaskoczeniem, zważywszy na to, że ci sami twórcy zrobili całkiem przyzwoitą historię na Ziemi.

Dziękuję Egmont za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.