Sandman. Senni łowcy

Sandman” Gaimana to nie tylko cykl składający się z 10 tomów. To przede wszystkim surrealistyczny świat również tworzony pobocznymi projektami. Jednym z nich są „Senni łowcy„, czyli komiksowa adaptacja książkowej historii. Czy jest to historia, którą powinniście znać? Niekoniecznie, ale miło przy niej spędzicie czas.

Borsuk i lisica obserwują młodego mnicha. Zwierzęta wpadły na szalony pomysł – założyły się, które z nich wykurzy mnicha z klasztoru. Ciąg wydarzeń powoduje, że lisica i mnich zadurzyli się w sobie, ale nie było im pisane szczęśliwe życie. Wszystko zaczyna się komplikować. Brzmi dziwnie? Nic szokującego, charakterystyczna cecha historii rozgrywających się w świecie snu.

Spodobała mi się lekkość historii od pierwszych stron. Gaiman dobrze wykorzystał japoński folklor, żeby stworzyć uroczą i niewinną historię. Pierwsza połowa komiksu było ciut nudna, ale nadrabiała przyjaznym klimatem, w którym chciałem wejść na całego. Nie podobało mi się tylko, że prawie nic nie dowiedziałem się o bohaterach, co wpłynęło na moje obojętne ustosunkowanie do nich. Przeciwnie relacja między nimi. – żywiołowa wieź przypominająca powiedzenie „kto się lubi, ten się czubi”.

Bardzo podobała mi się druga część komiksu. Negatywne emocje rozbudziły mnie, ponieważ występujący bohaterowie musieli zacząć kombinować mierząc się z zagrożeniami. Stawka była wysoka, ryzyko jeszcze większe. To był ten moment historii, kiedy wyraźnie zaznaczono połączenie ze światem Sandmana. Podobała mi się technika jaką to wykonano. Subtelne rozwiązanie spowodowało, że włączony element był ważny dla historii, ale nie da uniwersum – zerowe znaczenie, nic nie tracicie olewając komiks.

Do listy „podobał mi się” muszę dołączyć rysunki Russella. Ładne, starannie wykonane prace oddające folklorowy klimat. Lubiłem zwracać uwagę na ukrytą symbolikę, co sprawnie wykorzystywano przy lisicy – zwróćcie uwagę na ułożenie jej szaty, piękna sprawa.

„Sandman. Senni łowcy” jest przyjemnym, uroczym dodatkiem do świata Władcy Snów. Takie historie przypominają o obowiązkach Morfeusza, jego interakcji z różnymi kulturami i religiami. Nie jest to obowiązkowa lektura, ale przyjemne dopełnienie uniwersum i zarazem oderwanie od głównego cyklu.

Dziękuję wydawnictwu Egmont za przekazanie komiksu do recenzji. Wydawca nie miał wpływu na materiał.