Absolute Batman. Ark M (Opinia)

Czekaliśmy, czekaliśmy i się doczekaliśmy, ale czy warto było czekać? Przekonałem się dzięki ATOM Comics że tak.

Absolute Batman. Ark M” opowiada genezę zakładu dla chorych psychicznie z Gotham, ale z Absolute Universe. Historia oklepana, kto zna przeszłość założyciela zakładu (no i Batka) to będzie czuł powtórkę z rozrywki, bo sporo w niej różnych, wtórnych elementów z głównego kontinuum, które „jakoś” sklejono…

…ale twórcy świetnie operowali pomysłem, żeby nie tyle ulokować historię w innym uniwersum, co zrobić dreszczowiec w klimatach „Zielonej Mili” m.in. nutka tajemnicy napędzającą wydarzenia, stany psychiczne ryjące banię podczas czytania MOMENTAMI, przemyślany udział złola, który obrał Batmana za cel, żeby jeszcze bardziej umocnić jego profil, no i punkt kulminacyjny z ogromnym ładunkiem – zaskakujący shocker i apetyczna zapowiedź starych twarzy w nowym wydaniu .  Historia jest jak najbardziej ok w obranej koncepcji, gorzej jeśli oceniać ją pod kątem zapowiedzi, które obiecywały złote gruszki.

Rysunki… Trochę kręciłem nosem, ponieważ styl jest „niedopracowany”, co widać po wykonaniu twarzy. Z drugiej strony styl i kolorystyka porządnie działają w tych klimatach, ponieważ cały czas tak trzymały w napięciu, że każdy TAKI moment szokował razy dwa.

Dziękuję ATOM Comics za komiks. Sklep nie miał wpływu na opinię i tekst.