Najlepszy czas, żeby czytać główną serię o Batmanie (Batman #6)

Teraz jest najlepszy czas, żeby czytać główną serię o Batmanie.  Niedowiarków odwołuję do tego ujęcia z 6. zeszytu „Batman” od Fractiona i Jimeneza.

Panowie robią kawał dobrej roboty, przede wszystkim wspólnie tworzą tytuł, który mega angażuje zwartą akcją i porządnie napisaną obyczajówką. Przykład z ujęcia – Bruce nie jest dalej bez emocyjnym bucem wypinającym się na całą batrodzinkę, a fajnym gościem, który potrafi się zachować jak powinien, kiedy Tim oznajmia, że odchodzi, czy nie walić Damianem po ścianach, kiedy chłopak przypadkiem ujawnił postronnej osobie tożsamość Batmana. Oczywiście nie brakuje trudniejszych momentów, bardziej napiętych, ale nawet w nich postacie wypadają autentycznie np. Damian, który ma dość ludzkie trawienie w sobie poczucie winy (świetnie przedstawiony moment „rozmowy” z Timem).

Akcja powoli nabiera konkretniejszego kierunku i choć tu czuć lekką wtórność eksperymentami Strange’a z „DC Rebirth”, to wokół tego jest dobrze rozegrana intryga połączona z wojną o wpływy, żeby wątek działał w rejonach Gothamskich. Najlepiej wypada tu wątek Anniki, która (podobnie jak Bruce) ma drugą stronę i cholera wie jak zostanie to odegrane po informacjach jakimi dysponuje (a końcówce z #6).

Scenariusz dobry, rysunki świetne, nic tylko fani Batmana mają powody do radości!