Superman #37 (Opinia, opis)
Coraz bardziej podoba mi się Superboy-Prime jako główny bohater „Superman”!
TEKST MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY
Drugi zeszyt z nowym bohaterem, drugi zeszyt nad którym mogę zachwycać się. Williamson z Morą bawią się postacią, do tego stopnia, że śmiało i w odpowiednich chwilach łamią czwartą ścianę tak trafiając w sedno, że dyskomfort trzyma za jaja.
Sercem serii jest wnętrze Superboya, które jest tu prześwietlane niczym ręka na rentgenie. Uroczy w swojej przyziemności jest wątek z pracą, bo pokazuje chłopaka od bardzo ludzkiej strony (miłość do popkultury wylewa się wiadrami – uważnie oglądajcie tło, Mora szaleje easter eggami!), a jego pogadanka z Kentami tylko uświadamia jak taka błaha rzecz jest dla niego istotna. Wręcz ta rozmowa to jedna z ważniejszych ostatnimi miesiącami, jeśli chodzi o komiksowo, bo daje głęboką analizę wnętrza Superboya, reakcji otoczenia na jego decyzj, no i do tego stopnia ociepla jego wizerunek, że aż chce się nabrać, że to chłopak, któremu dobrze patrzy z oczu i każdemu mówi „dzień dobry”!
A skoro o otoczeniu mowa… fajnie kierowana jest tu Liga. Z jednej strony postępują racjonalnie (kto dałby kredyt zaufania TEMU SUPERBOYOWI), z drugiej… aż sam poczułem się niewygodnie z taką inwigilacją (no ta, bo na pewno coś przeskrobie jak wszyscy patrzą mu na ręce 24/7…). Dlatego złoty medal należy się Marcie, która odwagą, bezpośredniością, ciętym językiem przyćmiłaby nie jednego drugoplanowego ojczulka – idealnie im wygarnęła!
Seria na ten moment sprawdza się jako akcyjak, komedyjka, serwująca coś głębszego. Nadal nie wyobrażam sobie mety (czy ogólnie celu) serii, więc tym bardziej jestem zaciekawiony co nam Panowie zgotują, bo póki co mamy bangera wśród regularnych serii!

