The Flash #32 (Opis, opinia)
Okładka „The Flash #32” najlepiej oddaje absurd jaki dzieje się aktualnie w Central City (a Wally ma zajęte ręce po pachy)…
TEKST MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY
Drugi numer runnu Northa, dalszy ciag głupoty ludzi (głównie nastolatków), którzy za wysoką nagrodę narażająca swoje życie, byle speedster ich uratował. Wątek jest przegenialny w swoim przekazie, bo konkretnie obnaża ludzką durnotę za kasę czy chwilową sławę – jestem w stanie uwierzyć w taki obrót spraw patrząc po różnych pato zrachowaniach z naszego otoczenia.
North świetnie operuje przebiegiem „konkursu”, żeby stworzyć realne wyzwanie dla speedstera. Wally nie ma czasu dla siebie, dla rodziny. Ba! Chłop nawet nie może usiąść i zjeść w spokoju obiad, nie mówiąc już o śnie, bo nie wie czy ktoś zaraz nie skoczy z budynku. Skala jest do tego stopnia duża, że nawet najszybszy człowiek na świecie nie może być wszędzie, a o każdy wypadek jest oskarżony on, a nie ofiara (XD).
Jestem pod wrażeniem pomysłowości Northa i tego jak znajduje przestrzeń na optymistyczne podejście Wally’ego we wszystkim. Są tu momenty załamania, przekonujące gadki inspiracyjne, pojawia się czas dla rodziny i nawet fajnego humoru sytuacyjnego (jak Linda, która prosi go, żeby kupił ziemniaki wracając z akcji). Wisienką na torcie jest pojawienie się Captaina Colda.
Raptem dwa numery od Northa, a jestem lepiej nastawiony niż do całego runu Spurriera!

