Absolute Wonder Woman #20 (Opis, opinia)
Jestem na bieżąco z seriami w „Absolute Universe”, ale nie mam głowy, żeby poświęcić więcej uwagi Amazonce…
TEKST MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY
Serię czyta się całkiem dobrze. Co prawda nie jest to poziom obiecywany na początku „Absolute Universe”, ale nadal wizja twórców broni się czerpaniem z mitologicznych korzeni amazonki i wplatanie w to szczyptę magii, nie zapominając o „magia ma swoją cenę” m.in. Veronica Cale ma więcej charakteru i zdolności od jej pierwotnej wersji, a zabawa rytuałami to strzał w dziesiątkę na prawdziwie czarny charakter i stworzenia zagrożenia z prawdziwego zdarzenia.
No i Wonderka… ma łeb na karku, świetnie operuje magią (nie nadużywając jej zbytnio, tylko praktyczne wykorzystanie), a jej decyzje wywołują z czasem konsekwencje pociągające nowe wątki m.in. #20 kończy się „rozliczeniem” wcześniej zawartej umowy, sięgając po znane motywy z mitologii greckiej, co finalnie ustawia Amazonkę w dość ciekawym (dla czytelnika, nie jej) położeniu, żeby z zainteresowaniem śledzić jak z tego wybrną twórcy.

