Justice League Unlimited #19 (Opis, opinia)
Spieszę z wieścią, że „Justice League Unlimited” stała się niezależną serią do czytania bez oglądania wszystkiego dookoła! Tylko potrzebowała na to… około 18 numerów
TEKST MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY
No dobra, lekko koloryzuję temat. Początek „Justice League Unlimited” jest jak najbardziej czytelny i samodzielny, dlatego rozważcie zakup pierwszego tomu od Egmont. Ale szybko seria przeszła w dopełniacz eventowych, innych serii, przez co czytanie wyłącznie JLU było bezsensowne.
Dopiero po „DC K.O.” zmienił się ton serii. Tytuł skupia się wyłącznie na następstwach eventu, zmianach w strukturze bohaterskiej, jak i odklepywaniu prostych, małych misji. Aktualnie brak odniesień do innych tytułów, opowiadana jest konkretna historia, która ma potencjał do poruszenia ciekawych problemów m.in. włączenie przestępców do JLD wywołuje oburzenia społeczeństwa, superbohaterowie muszą tłumaczyć się w mediach – można poruszyć ciekawe problemy, wywoływać małe konflikty, a przede wszystkim bazować na „cel vs odbiór”.
Pewnie dość szybko zmieni się ton serii, znowu wykorzystają ją do budowania kolejnego wydarzenia, ale na DZIŚ jest dobrze i warto po nią sięgnąć.
P.S. Tak, okładka spoileruje powrót Queen Brainiac. Za bardzo się nie ukrywali z tym, mimo że pojawia się dopiero na ostatniej stronie…

