The Deadman #1 (Opis, opinia)

W ramach DC Next Level wystartowała kolejna seria, czyli „The Deadman”!

TEKST MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY

I jest to jak najbardziej udane otwarcie – twórcy obierają właściwą, nietypową konwencję, żeby pokazać codzienność „ducha” oraz jego rolę w magicznym spektrum DC czyt. tytułowy Deadman siedzi w szpitalu; przejmuje ciała lekarzy, żeby rozmawiać z pacjentami i rozliczać ich; pomaga przechodzić zmarłym na drugą stronę.

Na pierwszy rzut oka historia ma dość poważny, dojrzały punkt wejścia, ale zupełnie tego nie czuć. Deadman jest pokazany jako bohater z jajem, który lubi rzucić sobie specyficznym żarcikiem, a nawet przełamać czwartą ścianę do czytelnika. Nie spodziewałem się tego, a dobrze oddaje charakter Ducha, na dodatek ułatwia przebrnięcie przez przytłaczającą ilość dialogów (trochę męczy ilość).

Nie jest luźno w 100%. Pod koniec otwierającego zeszytu jest rzucona fabularna bomba w postaci zagrożenia dla magicznego podołka – wprowadzony zostaje mroczny kult, który ma pewne plany do zrealizowania, a Deadman… no sam się nadział na nich i poniekąd działa to jako nawiązanie do hasła „magia ma swoją cenę”. Wprowadzenie kultu jest przeciwwagą przypominającą, że magia DC wiąże się z mrocznymi tematami, demony można spotkać na każdym kroku więc lepiej uważać – paskudne są pokazane maszkary, krwi nie brakuje.

Rysunki Morazzo z kolorami O’Hallorana nie są specjalnie ładne. To stara szkoła charakteryzująca się wieloma uproszczeniami. Ale jest to styl pasujący do klimatów obranych przez scenarzystę – od tonu kolorów po projekty demonów, bohaterów czy sposób pokazania mocniejszych treści.

Podsumowując, czy warto sięgnąć po serię? Ode mnie zielone światło!