Moon Knight tom 3 (Opinia)

Czy warto zainteresować się trzecim tomem „Moon Knight” eda MacKaya? Zdecydowanie!

MacKay znowu utrzymał genialny, wysoki poziom i po raz kolejny udowodnił, że potrafi zmienić Marca Spectora w postać tak skomplikowaną, mroczną i fascynującą, że od lektury po prostu nie da się oderwać. To, co MacKay wyczynia tutaj na płaszczyźnie portretu psychologicznego głównego bohatera, to jest absolutne mistrzostwo świata. Rozmowy Marca z jego psychoterapeutką, dr Sterman, genialnie dekonstruują jego głębokie traumy, zaburzenie dysocjacyjne tożsamości oraz tę skrajnie toksyczną relację z bóstwem Khonshu. Scenariusz kapitalnie rozłożył charakter Spectora na czynniki pierwsze na przestrzeni trzech tomów, a ten konkretny album stanowi niezwykle mocną w przekazie kulminację. Twórca nie zostawia nas z niczym. Pięknie domyka bolesny rozdział w życiu bohatera, żeby od razu otworzyć drzwi do kolejnych, intrygujących wydarzeń.

Sama historia nie stałaby jednak tak mocno, gdyby nie genialna, żyjąca własnym życiem obsada drugoplanowa. Cały świat wokół „Misji Północnej” wręcz tętni emocjami. Świetna relacja Moon Knighta z Tigrą, bezgraniczna lojalność wampirzycy Reese oraz ta cholernie skomplikowana, szorstka dynamika z Hunter’s Moonem sprawiają, że człowiek natychmiast angażuje się w fabułę. Miałem potężnego banana na twarzy, kiedy to właśnie te poboczne postacie dostały szansę, by wyjść przed szereg i stanąć w samym centrum wydarzeń. Sposób prowadzenia tej historii to czysta artystyczna rzemieślnicza robota, która na pewnym etapie funduje tak zaskakujący i niespodziewany zwrot akcji, że aż musiałem na chwilę zamknąć komiks z wrażenia.

Wizualnie ten album to jest po prostu zjawiskowe arcydzieło. Ilustratorzy Alessandro Cappuccio oraz wspierający go Federico Sabbatini przeszli samych siebie i wyczyniają na kadrach coś niesamowitego. Rysunki oszałamiają potężną szczegółowością w przedstawianiu postaci, dynamicznymi pozami i celowym, genialnym przerysowywaniem charakterystycznych scen. Stroje bohaterów układają się na stronach tak idealnie, że wręcz podkreślają głęboką symbolikę całej opowieści.

Dziękuję Egmont za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.