Czarny Horyzont (Opinia)
Właśnie skończyłem czytać komiks „Czarny horyzont” od scenarzysty Philippe’a Pelaeza i rysownika Benjamina Blasco-Martíneza, który w Polsce ukazał się nakładem niezawodnego Lost in Time. Wyobraźcie sobie planetę, na której nagle pojawia się przerażająca, czarna mgła zabijająca każdego, kto odważy się w nią wkroczyć – brzmi interesująco? Rzeczywiście było tak na początku.
To zjawiskowa, mroczna i wyjątkowo brudna oprawa graficzna. Rysunki Benjamina Blasco-Martíneza to czysta poezja dla oczu i absolutne mistrzostwo świata! Wyrazisty styl czerpiący z najlepszych wzorców komiksu europejskiego w połączeniu z genialną grą światłocieniem daje kapitalny, wręcz filmowy efekt. Ilustracje genialnie współgrają z wydaniem od Lost in Time: duży format i gruby papier idealnie podbijają intensywność kolorów, sprawiając, że plansze twórców po prostu żyją własnym życiem. Dłuższe sekwencje ilustrowane, odsłaniające tajemnice kryjące się za czarną mgłą, dosłownie zapierają dech w piersiach.
Potężnym atutem komiksu jest gęsty, klaustrofobiczny klimat osamotnienia i ciągłego zagrożenia. Brutalny, nieprzyjazny świat trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Nawet gdy akcja przenosi się w inne, bardziej zaludnione czy pełne przepychu lokalizacje, to poczucie osaczenia wciąż ściska za gardło. Całość idealnie komponuje się z dynamiczną i brutalną akcją, w której nie brakuje ostrych konfrontacji. Płynność narracji wizualnej i choreografia walk rozwalają system: od złożonych starć po bezkompromisowe kadry, w których siła wynika z czystych, mocniejszych doznań.
Scenariusz Philippe’a Pelaeza potrafi mocno rozczarować. Fabuła jest do bólu pretekstowa i schematyczna. To klasyczna survivalowa jazda po znanych motywach sci-fi, przez co dla zaprawionych w bojach fanów gatunku okazuje się bardzo przewidywalna. Cały czar i magnetyzm związany z czarną mgłą niestety mocno pryskają wraz z ujawnieniem jej największego sekretu w pierwszej części. Przypomniał mi się tu jeden serial fantasy adaptujący popularną książkę, który korzystał z bardzo podobnego motywu mgły – tyle że tam ujawnienie tajemnicy dało wydarzeniom potężnego kopa, a tutaj wręcz zahamowało pędzącą akcję. Pozniejsze dopisywanie faktów po prostu przestało angażować.
Do tego dochodzą mocno jednowymiarowe postacie. Bohaterowie zostali zarysowani bardzo powierzchownie i archetypowo. Brakuje im głębszego tła psychologicznego, przez co niezwykle trudno nawiązać z nimi jakąkolwiek silniejszą więź emocjonalną. Poza głównymi postaciami, reszta ferajny służy wyłącznie za wypełnienie tła. Odgrywają swoje proste role, a po wykonaniu zadania niezwykle łatwo przeoczyć ich dalszy udział, bo nie wnoszą do historii zupełnie nic wyjątkowego.
Dziękujemy Lost in Time za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.
Tekst pochodzi z drugiego portalu Serialomaniak.com

