Drużyna do zadań specjalnych GRA (Opinia)

Znacie gre planszową „Drużyna do zadań specjalnych GRA”? Tooperacyjna gra karciana od wydawnictwa Portal Games, zaprojektowana przez Jana Maurycego Święcickiego i obłędnie zilustrowana przez Hannę Kuik. Tytuł bazuje na genialnym, komediowo-fantastycznym cyklu powieści Marcina Mortki o przygodach Edmunda „Kociołka” i jego mocno nieidealnej kompanii. Jak to starcie z prozą Mortki przy stole u mnie siadło?

Trafił do mnie przemyślany i do bólu satysfakcjonujący system kooperacji w tej grze planszowej! Mechanika wspierania się nawzajem po prostu rozwala system. Możliwość zagrywania kart w turze innych graczy, by dawać im efekty pomocnicze, zmusza do ciągłej komunikacji, planowania i prawdziwego kombinowania. Tutaj naprawdę czuć, że tworzymy zgraną drużynę walczącą o wspólny cel, a brak jakiejkolwiek złej energii przy stole sprawia, że więź między współgraczami tylko rośnie. W grupie przyjaciół idzie wczuć się w klimat i daje nie lada satysfakcję walka z wrogiem, tym bardziej że poziom trudności stanowi niemałe wyzwanie wymagające kombinowania.

Wizualnie ten tytuł to czysty sztos. Ilustracje Hanny Kuik zbierają ode mnie najwyższe noty. Są soczyście barwne, wyraziste, pełne humoru i idealnie oddają ducha książkowych postaci. Jakość samych kart, kości czy kafelków nie budzi najmniejszych zastrzeżeń. Co więcej, zasady są wyjątkowo przystępne i klarowne. Sama instrukcja została napisana przejrzyście i ze świetnym polotem w duchu książek. Krótkie opisy bohaterów umieszczone co parę stron ułatwiają wkręcenie się w to uniwersum od pierwszych minut. A jak komuś nie chce się kartkować zasad, to na stronie wydawcy można odpalić wideo-poradnik i ogarnąć rozgrywkę w trymiga (rozsądne rozwiązanie, jak na karciankę jest trochę zasad, które łatwiej przyswoić jak ktoś wytłumaczy i pokaże).

Ogromny plus leci też za wariacyjność i tryb solo. Gra sprawdza się kapitalnie, kiedy gramy sami (kontrolując dwie postacie), a zróżnicowani bossowie (tzw. „Złole”) i zmienny dociąg wyzwań sprawiają, że partie się nie nudzą. Niezależnie od tego, czy siadamy do stołu w ekipie, czy w pojedynkę.

Największy niedosyt pozostawia znikoma ilość tekstu fabularnego. Choć humor i klimat Mortki przebijają z genialnych ilustracji i sytuacji przy stole, sama gra to przede wszystkim sprawna, taktyczna karcianka, a nie przygodowa gra paragrafowa. Cały trzon fabularny sprowadza się właściwie do szybkej bitki ze złym i tyle. Jeśli dla kogoś jest to pierwszy kontakt z uniwersum, będzie mu dość trudno poznać pełen urok i barwy tego świata.

No i poziom trudności powiązany z losowością. Dociąg kart i rzuty kośćmi potrafią zniweczyć nawet najbardziej misterny plan w ostatniej sekundzie rozgrywki, dając poczucie złudnej kontroli nad sytuacją. Taki urok karcianek, gdzie zbrojenie czy moce mocno zależą od ślepego losu (za czym osobiście niespecjalnie przepadam), ale trzeba oddać, że w trybie wieloosobowym łatwiej to przełknąć, bo wspólne kombinowanie potrafi nieco zamortyzować te losowe baty od gry.

Dziękuję Tantis za grę. Sklep nie miał wpływu na opinię i tekst.