DC K.O. #3 (Opis, opinia)

Trzeci zeszyt aktualnego wydarzenia „DC K.O.” to najlepsze, co spotkało ten turniej 

Opis komiksu

No dobra… tak sobie chwalę, ale co się wydarzyło w #3? Tak w dużym skrócie – zawodnicy tego etapu zostali postawieni na walki tag teamowie, gdzie każdy zawodnik mógł sięgnąć po pomoc przegrywów z poprzednich potyczek. Wyjątkiem był Joker, który sięgnął po zupełnie inną pomoc, co mocno zaburzyło moc turnieju (dosłownie!).

Opinia komiksu

Dlaczego? Snyder znowu odpina wrotki, puszcza wodze fantazji, ale bawi się tematem i wie jakiej granicy nie przekroczyć, żeby wyszło wszystko ze smakiem, a na dodatek potrafi wyważyć ilość czasu każdemu zawodnikowi, żeby wyszła z tego konkretna rąbanka.

Ba! Nawet udało mu się zaskoczyć mnie, co nie jest łatwe w dobie zapowiedzi i spoilerów zewsząd – chodzi o Jokera i jego tajemniczego partnera (nieoczywisty motyw, a wyszło z tego pozytywnie przekombinowane starcie magów, w którym czuć było moc i stawkę gry).

Pokręcić nosem można na zasady turnieju. O ile nie mam problem z ich elastycznością, dzięki temu ciągle coś nowego się dzieje i ciężko o wtórność (a o to łatwo w dzisiejszych czasach), tak po raz kolejny twórcy wypinają się na marketingową drabinkę. Może to i dobrze? Event byłby męczący w cholerę, gdybyśmy mieli iść szczebel po szczebelu (takie zabiegi lepiej działałyby w formie mangi).

Oczywiście nie jest to ambitny evencik, wyciskający emocje i podejmujący trudne tematy. Wręcz przeciwnie. To event nastawiony na rozrywkę z dużą stawką – oczojebnie widać, że Snyder ma dużo frajdy pisząc event, a jego energia/pomysłowość udzielają mi się podczas czytania. Czasem potrzebna jest taka forma rozrywki, a tyle tu zwrotów akcji, że jest nad czym dumać