Plastic Man. No More! #1 (Opinia)

Stało się! W tym tygodniu zadebiutowała seria z imprintu Black Label, której głównym bohaterem jest umierający (a właściwie rozpadający się) Plastic Man! Historia o dość ciężkim tonie jest dobrym punktem wejścia, zarówno dla nowych czytelników, jak i dla tych, którzy chcą lepiej poznać bohatera (krótkie i konkretne przedstawienie genezy bohatera). Twórcy szybko przechodzą do sedna, ukazując powagę sytuacji przez przerażające obrazy rozpadu ludzkiego ciała, a także przez przedstawienie stanu emocjonalnego bohatera w kontekście jego zdrowia i relacji z innymi. Poszukiwanie metod ratunku staje się kluczowym wątkiem, a historia zyskuje dodatkową głębię dzięki zgłębieniu relacji rodzinnych Plastic Mana. Wątek rozpadu ciała kryje w sobie drugie dno, co otwiera ciekawe perspektywy na rozwinięcie nowego poziomu zagrożenia.

Mimo że komiks szybko angażuje dzięki dynamicznemu przejściu do głównej akcji, to można odczuć, że dzieje się zbyt wiele na raz. Pierwszy zeszyt jest przeładowany wątkami, między którymi twórcy szybko przeskakują. To powoduje, że niektóre wątki nie mają przestrzeni na rozwinięcie, przez co tracą na znaczeniu np. szybkie przejście od straty dłoni do kiepskich relacji Plastic Mana z Ligą Sprawiedliwości sprawia, że zagrożenie życia nie jest odczuwalne w pełni, a spartolone kontakty niekoniecznie zrozumiałe. Z jednej strony cieszy różnorodność podejścia do historii, czując, że komiks oferuje „coś więcej”, ale z drugiej strony pojawia się niedosyt i obawa, że niektóre elementy mogą nie wrócić w kolejnych zeszytach i nie zostaną odpowiednio rozwinięte.

Mimo tych zastrzeżeń, komiks zrobił na mnie dobre wrażenie. Uważam, że zapowiada się na jedną z ciekawszych historii o Plastic Manie! Cieszę się, że po tylu latach (bohater nie miał szczęścia od czasów New 52) w końcu dostał własną serię.