TRANSFORMERS TOM 3 (Opinia)
Trzeci tom „Transformers”? Poprzeczka jeszcze wyżej!
Trzeci tom „Transformers” na moment wstrzymuje rozwój głównego konfliktu Autobotów z Decepticonami. Tym razem fabuła skupia się na wewnętrznych podziałach wśród Decepticonów, którzy dosłownie skaczą sobie do gardeł, gdy Megatron jest niedysponowany. Rozpoczyna się zacięta walka o przywództwo pomiędzy Soundwave’em a Starscreamem. Kto ostatecznie wyjdzie z niej zwycięsko? Odpowiedź wcale nie jest oczywista.
Rozwój wydarzeń zdecydowanie oceniam na plus. Na tym etapie historii ma on nie tylko pełny sens, ale i ogromne znaczenie. Zarówno ze względu na charaktery stron konfliktu, jak i na napięcie, które narastało od pierwszego tomu i w końcu musiało eksplodować. Wojna domowa wśród Decepticonów jest dużo bardziej bezwzględna niż walka z Autobotami. Obie strony nie mają nic do stracenia, wykładają najmocniejsze karty na stół i uderzają bez żadnych zahamowań – zarówno wrogów, jak i dotychczasowych sojuszników. Świetnie pokazuje to scena ze Starscreamem, który zawiera układ z ludźmi tylko po to, by później, gdy osiągnie swoje cele, bez wahania ich zdradzić. Wojna domowa ma w sobie wyjątkową intensywność. Tutaj nie ma miejsca na honor czy ograniczenia. Pojawia się też dodatkowy ciężar emocjonalny, bo do konfliktu wkraczają całe oddziały zmobilizowane do walki, a ich starcia wybrzmiewają szczególnie mocno podczas pojedynków Combinerów, gdy te wielkie maszyny ruszają do bitwy na skalę, jakiej wcześniej nie widzieliśmy.
Całą opowieść wzbogacają retrospekcje z rodzinnej planety Transformerów, które uważam za najlepszy punkt tego tomu. Są nowe informacje o początkach konfliktu między Autobotami a Decepticonami, wgląd w nastroje panujące na początku wojny oraz w pierwsze role Optimusa i Megatrona. To świetnie rozbudowuje główny wątek i nadaje postaciom dodatkowej głębi. Najwięcej zyskuje na tym Starscream, bo to właśnie na nim skupiają się retrospekcje. Widać jak kształtowała się jego osobowość, jak budował swoją pozycję i rozszerzał wpływy, by w teraźniejszości manipulować oddanymi mu jednostkami przeciwko Soundwave’owi. Dzięki temu jest postacią dużo pełniejszą i bardziej złożoną niż w poprzednich tomach, a przede wszystkim rozumiem z czego wynika jego pozycja (do tej pory nie było to tak jasne).
Pod względem wizualnym podtrzymuję wszystko, co pisałem przy okazji poprzednich tomów. Kreska Warren Johnsona idealnie pasuje do Transformersów: pełna dynamiki, ekspresji i energii, co sprawia, że sceny walki robią fenomenalne wrażenie, i doskonale łączy epickość z surową brutalnością.
Dziękuję Nagle Comics za komiks. Nagle Comics nie miało wpływu na opinię i tekst.


