Batman: Joker. Rok Pierwszy (Opinia)
„Batman: Joker. Rok Pierwszy„? Dobrze, i niedobrze.
Batman: Joker. Rok Pierwszy to kontynuacja konfliktu Batmana z jego alternatywną osobowością Zur-En-Arrh, do którego tym razem dołącza Joker. Choć na pierwszy rzut oka klaun nie wydaje się największym zagrożeniem dla Mrocznego Rycerza, szybko okazuje się, że jego przeszłość jest w zaskakujący sposób powiązana z samym Batmanem.
Muszę przyznać, że ten komiks wyjątkowo mocno podzielił moje wrażenia, ponieważ fabułę można podzielić na trzy wyraźne części. Pierwsza z nich to dalsza rywalizacja Batmana z Zur-En-Arrh, która wchodzi na nowy poziom. Alternatywna osobowość wymyka się spod kontroli, stając się coraz bardziej realnym i fizycznym zagrożeniem. Widać, że Zdarsky próbuje stworzyć historię, która nie tylko dostarcza widowiskowej akcji, ale i próbuje mocniej zagłębić się w psychologię Batmana. Problem w tym, że finalnie wszystkie ciekawsze pomysły ustępując miejsca dynamicznym, ale momentami zbyt jednowymiarowym sekwencjom walki. Rozrywka jest przednia, ale głębia fabuły mogła zostać rozwinięta znacznie lepiej, a sam Joker… no jest tu wrzucony na siłę, jego brak niewiele by tu coś zmienił. Doceniam, że Zdarsky konsekwentnie realizuje swoją wizję, na tym etapie wybrane wątki z poprzednich tomów zyskują na znaczeniu, a teraz do fabuły dochodzą śmiałe pomysły z lore Batmana, które potrafią skłonić do dyskusje np. aspekt multiwersowy.
Druga część, czyli tytułowy „Rok Pierwszy Jokera”, toczy się nieco na uboczu głównej fabuły. Nie jest to typowa geneza klauna. Zamiast tego jego nowe powiązania z Batmanem, które wprowadzają do mitologii postaci świeże elementy. Tutaj tempo akcji znacząco zwalnia, ustępując miejsca bardziej psychologicznemu podejściu. Wątki treningu Jokera i Batmana mają w sobie znacznie więcej atmosfery i głębi, a realizacja tego pomysłu przypomina nieco koncepcję Trzech Jokerów zapoczątkowaną w New52. Problem w tym, że im bardziej ta historia się rozwija, tym mocniej czuć, że odbiera Jokerowi jego niezależność. Na tym etapie jego istnienie wydaje się zbyt mocno związane z Batmanem, i to w sposób, który odbiera klaunowi jego charakterystyczną autonomię. Joker, który nie jest w pełni samodzielnym źródłem chaosu, traci część swojej ikonicznej tożsamości. A szkoda, bo potencjał fabularny był ogromny.
Trzecia część tomu przenosi do potencjalnej przyszłości. Gotham w ruinie, mieszkańcy zachowujący się jak zombie, Joker jako klucz do całej katastrofy. Brzmi interesująco, ale koncepcyjnie ten wątek kompletnie odstaje od reszty tomu. Klimat horroru i postapokalipsy jest mocno przerysowany, a całość tonie w symbolice, z której niewiele wynika. Fabularnie ten fragment sprawia wrażenie dopisanego na siłę – brak spójności z pozostałymi historiami jest aż nadto widoczny. Do tego dochodzą problemy z warstwą graficzną. Style rysunków zmieniają się co chwilę bez żadnego uzasadnienia, przez co tom traci wizualną spójność. Trudno też zapomnieć o kontrowersjach związanych z możliwym wykorzystaniem sztucznej inteligencji w części ilustracji, co tylko pogłębia poczucie chaosu.
Na szczęście głównym rysownikiem tomu jest Jorge Jiménez, który po raz kolejny udowadnia, że należy do ścisłej czołówki artystów DC. Jego ilustracje są pełne dynamiki, szczegółów i energii, każdy panel żyje, a projekty postaci są wyraziste . Dzięki niemu nawet sceny, które fabularnie wypadają przeciętnie, wizualnie potrafią zachwycić.
Dziękuję Egmont za komiks. Egmont nie miał wpływu nie opinię i tekst.


