Peacemaker – Finał 2 sezonu (Opinia)

Poprzedni odcinek była dla mnie pełnoprawnym finałem sezonu i… nie myliłem się, bo ostatni odcinek jest ciut oderwany wątkami i klimatem od tego, co działo się w całym sezonie. Wręcz określiłbym odcinek jako epilog, który pokazuje co dalej z bohaterami i daje perspektywy pod przyszłe projekty czyt. „Man of Tomorrow”, ale w taki sposób, że znajomość „finału” nie jest wymagana przed pójściem do kina w 2027 roku.

Czy to oznacza, że odcinek był zły? Według mnie nie, ponieważ spełnił swoje zadanie i oglądało się ok. Jako epilog odpowiada na wiele pytań, na które nie padły odpowiedzi przez cały sezon m.in. o prawdziwych intencjach ARGUS. Również bohaterom poświęcono nieco czasu, żeby pokazać jakie emocje w nich drzemią, jak wszystkie wydarzenia wpłynęły na nich, a retrospekcje Peacemakera-Harcourt w końcu naświetliły wątek, który mielił się bez końca przez cały sezon – w rezultacie to nic spektakularnego, ale na tyle prawdziwego, subtelnego, uroczego, że wierzę jak taki obrót spraw mógł namieszać bohaterom w głowie (coś na wzór młodzieńczej miłości).

Zdecydowanie najmocniejszym punktem odcinka była eksploracja multiwersum. Wątek dość delikatnie uświadamiający jak bardzo zróżnicowane potrafią być alternatywne rzeczywistości, niebezpieczne, między scenami pokazano jakim chujem jest Flag – i tu możemy debatować czy „gorszym” od Waller (jedno i drugie poświęca współpracowników, a Flag… zrobił to z większą pompą i brakiem emocji). Dobrze Gunn rozwija postać, Grillo autentycznie gra rządowego kutasa, jeszcze lepiej wypadają wątki i zdecydowanie preferuję takie podejście do multiwersum, bo choć koncept jest wykraczający poza ludzkie pojmowanie, to jest podawany przystępnie i mimo skali nie wynikają nie wiadomo jakie koncepty.

Oczywiście w tym miejscu można ponarzekać, że tak po łebkach pokazywano multiwersum (z naciskiem na Ziemię-X), że nic z tego konkretnego nie wynika. Zgadzam się z tymi zastrzeżeniami, również gdzieś to mnie kuło w boku, ale z drugiej strony… „Peacemaker” to kameralny projekt, małej skali, więc to nie jego rola, aby wprowadzać do multiwersum koncepty wielkiej skali i poświęcać im godziny na gruntowne przedstawienie – samo multiwersum w TAKIM PROJEKCIE to i tak wielka sprawa, a ta została dobrze poprowadzona wbrew początkowym obawom.

Nie jest to odcinek, który wywarł na mnie specjalne wrażenie. Wręcz przeciwnie, dość „chłodno” oglądało mi się go poza kilkoma scenami, które zwyczajnie bawiły jak zderzenie Vigilante-Adebayo-Matka (). Widzę tu dwa powody. Pierwszy, to dość szybkie tempo fabuły, mimo najdłuższego czasowo odcinka, i brak wykorzystania więcej czasu dla konkretnych bohaterów historii – odnoszę wrażenie, że nie starczyło czasu na wczucie się w wiele kwestii albo zabrakło planu na ich właściwe poprowadzenie m.in. relację Flaga z Bordeaux, aby motyw rozłamu/zdrady/zawodu miał faktyczną siłę wybrzmienia (również tajne plany ARGUS niespecjalnie grzały), sam Flag pojawia się tak oszczędnie w DCU, że jego prowadzenie/rozwój to rzucanie konkretnymi stanami bohatera, a nie drogą do nich prowadzących przez co Flag raz jest taki, raz inny, podejmowanie przez niego niektórych decyzji polega na „domyśl się”. Drugim powodem są oczekiwania wobec „finału” po wpisach Gunna. Czytając „BĘDZIE WIELKIE CAMEO” czy „PREQUEL „MAN OF TOMORROW” siłą rzeczy ma się konkretne oczekiwania czy teorie (dzieliłem się nimi swego czasu), a te łatwo nie spełnić – no i za „wielkimi” słowami właściwie nic nie podążało i nawet jeśli prześpi się ten odcinek, to wiele nie straci się w kontekście przyszłego filmu (a rozumiem, że WIELKIM CAMEO był koncert Foxy Shazam? nice troll Panie Gunn). Może było to celowe ze strony ekipy, aby pokazać, że minął czas, gdzie treści będą ratowane gościnnymi występami i co chwila wrzucane rozwiązania zwalające z nóg? Niewykluczone, wpasowuje się to w moje oczekiwania preferując wolniejsza akcję, a skupienie się na świecie, bohaterach i fabule, ale trzeba liczyć się z podzieleniem widowni, bo nie każdy musi być tak wyrozumiały.

Bardzo dobrze bawiłem się na drugim sezonie. Sezon odwiózł emocjami, kilka razy zaskoczył mnie (że aż kapcie spadły mi ze stóp), muzycznie stopa latała w rytm, przede wszystkim dostałem podejście do multiwersum zgodne z moimi oczekiwaniami. Tylko ostatni odcinek pozostawił mnie z obojętnym stosunkiem wynikającym z oczekiwań po wpisach Gunna, zapowiedziach i śledzenia rozwoju DCU. Zaryzykuję, że lepszym finałem dla mnie byłoby wydłużenie poprzedniego odcinka o sekwencję eksplorowaniu multiwersum z 8. i losami głównej paczki pokazanej na koniec podczas piosenki z intra