DC K.O. Boss Battle (Opinia) – Komiksowe rozczarowanie roku?
Czy w zeszłym tygodniu wydano najbardziej przereklamowany komiks tego roku? Niewykluczone, że mamy mocnego kandydata!
Zabawne pisać o „najbardziej przereklamowanym komiksie roku” w połowie lutego… ale co innego powiedzieć o hucznie zapowiadanym „DC K.O.: Boss Battle”, w którym miało dojść do największej kolizji różnych uniwersów ever? Komiks wykłada się na najważniejszych płaszczyznach czyli walce i kolizjach bohaterów. Z jednej strony trudno mówić o przyzwoitym przebiegu walki, bo każda z nich to góra 3-4 ujęcia, które co chwile przeskakują na inny plan, ostatecznie wywołując chaos bez konkretnych rezultatów. Z interkacji między bohaterami wyciśnięto „nic”, bo twórcy ograniczyli się do rzucenia kilkoma tekstami, z których nie wynikała żadna konkretna gadka.
Gorzej prezentuje się tło fabularne sytuacji. Akcja komiksu zaczyna się po #3 głównej serii, czyli kiedy 4 ostatnich zawodników ma skoczyć do gardeł „bohaterom” Absolute Universe. Nagle pojawia się World Forager z Groddem, który stwierdza, że „nasi bohaterowie” są za słabi do walki z armią Darkseida, więc wysyła ich do zupełnie im obcych przeciwników, bez jakiegokolwiek przygotowania, żeby… powalczyli sobie, bo w ten sposób zyskają energię omega, dzięki której szanse będą wyrównane. Brzmi idiotycznie? No raczej, ale żeby było zabawniej… podczas „walk” nic konkretnego nie wynika, żeby nasi bohaterowie dostali jakiekolwiek wzmocnienie. Zakończenie nic nie zmienia pod tym kątem.
Ale znajdzie się kilka plusów, żeby nie było! Bardzo dobrze narysowana jest część z Mortal Kombat, dla tej wymiany ciosów aż chce się zawiesić oko na dłużej, a zderzenie Jokera z Annabell było zabawne przez reakcje Jokera na absurd sytuacji (chętnie przeczytałbym pełną historię z ich spotkania).
Zaryzykuję stwierdzeniem, że było to najgorsze co wydarzyło się podczas „DC K.O.”, ale luz… za parę tygodni większość z nas zapomni o tym komiksie.

