DC K.O. Knightfight #4 (Opinia) – Kandydat na komiks roku?
To nie Amerykański Sen, ale Gothamski Sen!
„DC K.O.” jest jakie jest… Jest czym się jarać, nie brakuje powodów do kręcenia nosem, ale cieszę się, że event odbył się, bo dostaliśmy zajebisty „DC K.O.: Knightfight”, w którym alternatywne rzeczywistości zostały napisane z głową, szacunkiem do bohaterów i konkretną lekcją, która w tym błyskawicznym wirze przygód wpłynęła na głowę Batka. Każdy zeszyt oceniłem pozytywnie, nawet byłem w stanie przymknąć okiem na błyskawiczne tempo akcji.
No ale końcówa wymiata. Rzeczywistość, w której Damian został Batmanem i jako jedyny ogarnął problem z przestępczością? Chłopak ułożył sobie życie, został lekarzem, myśli dojrzale i jest przyjemnym gościem, z którym chce się skoczyć na kawę, no i ma syna, którego nazwał po Alfredzie. Nie dziwię się, że w finale miniserii prawdziwa walka toczyła się w głowie Bruce’a, a nie z jego sprzymierzeńcami – trzeba mieć nie lata samozaparcie, żeby oprzeć się życia w rzeczywistości, która jest jego marzeniem, ale mimo starań pozostaje dla niego nieosiągalna.
Ukłony dla Willamsona i Mory. Stworzyli kawał dobrego komiksu. Nie idealnego, ale napisanego z serducha i głową na karku.
P.S. Okładka roku? Niewykluczone.

