Ród Brainiaca. Tom 3 (Opinia)

Ród Brainiaca” Jedno z najlepszych wydarzeń ostatnich lat!

Polska edycja „Rodu Brainiaca” była u mnie na radarze od dawna i nie mam wątpliwości, że to jeden z najlepszych eventów ostatnich lat, zwłaszcza z Supermanem! Joshua Williamson dowiózł nie tylko solidną podbudowę, ale zaserwował rewolucję w świecie DC, w której bezmyślne mordobicie wreszcie schodzi na dalszy plan (oczywiście są obecne i są niezłe). Scenarzysta z rozmachem wywraca do góry nogami mitologię Czarnian i samego Brainiaca. To niesamowite uczucie, gdy dowiadujesz się, że Lobo wcale nie jest ostatnim ze swojego gatunku, a Brainiac zamiast zimnej kalkulacji otrzymuje głębokie, bardzo ludzkie tło emocjonalne pokazując go w zupełnie innym świetle. Williamson udźwignął te zmiany celująco. Nie szukał taniej kontrowersji, a świetnie pogłębił charaktery. Finałowe motywacje Brainiaca to totalne zaskoczenie!

Na ogromny plus zasługuje dynamika między postaciami. Sojusz Supergirl i Lexa Luthora to absolutnie nieoczywisty, ale kapitalnie napisany motyw, który sprawia, że historia trzyma w napięciu. Podobnie iskrzy w duecie Superman-Lobo. Ich wspólna akcja ma potężny ładunek energii, a ujawnienie innych Czarnian stawia Lobo w nowym świetle, co pewnie mocno podzieli fanów i wywoła ciekawe dyskusje.

Zawiodłem się na samych Czarnianach. Szybko sprowadzono ich do roli zwykłego mięsa armatniego, co całkowicie rozjeżdża się z logiką komiksowego uniwersum. Przecież to nieśmiertelna rasa, a padają tu jak muchy od obrażeń, które normalnie by ich tylko połaskotały. Oprócz wyróżniającego się lidera, reszta to niestety bezbarwne tło. Wielka szkoda, że polskie wydanie wycięło część tie-inów. Nawet jeśli nie pchały głównej fabuły do przodu, zabrakło mi w wydarzeniach Power Girl i co gorsza Crush. Pominięcie córki Lobo w historii o Czarnianach to niewykorzystany potencjał.

Wizualnie stery przejął Rafa Sandoval i dowiózł to po mistrzowsku! Jego kadry dosłownie kipią ekspresją i pękają od detali. Sandoval świetnie bawi się dynamiką, sypiąc wizualnymi fajerwerkami, co idealnie współgra ze scenariuszem Williamsona. Intensywne kolory i świetna gra światłem windują te najbardziej emocjonalne momenty do poziomu epickiego blockbustera. Gorąco polecam!

Dziękuję Egmont za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.