Tytani. Mroczna królowa. Tom 3 (Opinia)

Mroczna królowa”? Intryga kuleje, ale nadrabia koncepcją.

Wjeżdża trzeci tom „Tytanów” Toma Taylora, który bierze na tapet pokłosie ostatniego eventu z Beast Boyem. Tytani znaleźli się na cenzurowanym opinii publicznej i muszą mocno powalczyć o odzyskanie dobrego imienia. Haczyk polega na tym, że prawdziwy wróg siedzi z nimi na jednej kanapie. To zła wersja Raven, która planuje rozbić ich od środka. Wielki plus dla Taylora za genialne oddanie nastrojów społecznych. Małe, pozornie nieistotne incydenty świetnie nakręcały spiralę niechęci wobec Tytanów, co mocno uderza, gdy przypomnimy sobie ich status z pierwszego tomu. Scena, w której zdesperowany ojciec rusza z kijem baseballowym na Beast Boya, który przecież chciał tylko pomóc, ma naprawdę potężny ładunek emocjonalny.

Daniem głównym jest tu mroczna krucjata Raven, i szczerze? Mam do niej słodko-gorzki stosunek. Z jednej strony, wątek poprowadzono z niezłym rozmachem. W intrygę wplątano masę postaci, a starcia to wizualne fajerwerki, od których opada szczęka. Nawet finałowe, mocno przekombinowane rozwiązanie w stylu „Power Rangers”, ostatecznie potrafi się obronić klasycznym uderzeniem w tony „mocy przyjaźni”. Z drugiej strony, sama intryga świeci dziurami. Najbardziej boli to, jak po macoszemu potraktowano śledztwo drużyny w sprawie Raven. Jej podejrzane ruchy błyskawicznie zamiatano pod dywan, całkowicie zabijając napięcie. Wypada to wręcz komicznie, gdy reszta ekipy widzi, że z przyjaciółką jest coś nie tak, ale woli rżnąć głupa i udawać, że deszcz pada. Gdyby twórcy mocniej przykręcili śrubę grozy, czulibyśmy w powietrzu realne zagrożenie. A skoro już o grozie mowa to totalnie nie czuć jej od boskich bytów z tego tomu. Merkury, Trigon czy jego synowie przewijają się przez kadry, ale absolutnie nie budzą respektu. A mówimy tu o Trigonie, istocie, której sam oddech powinien mrozić krew w żyłach!

Dziękuję Egmont za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.