The Flash #31 (Opis, opinia)
Znowu nabrałem ochoty, żeby czytać regularną serię o Flashu (vel. Wallym)!
A wszystko za sprawą startującego runu Northa, który pierwszym zeszytem idealnie oddał Wally’ego, którego uwielbiam, w przeciwieństwie do Spuriera.
Jedyneczka tętni wszystkim, co jest charakterystyczne dla Wally’ego: optymistycznie, bez spiny, z humorem, zachowując najważniejsze wartości dla speedstera i jego charakterystyczny luz w tym, co robi: całość otwiera sielska sekwencja rodzinnego obiadu, natomiast w późniejszym wirze akcji speedster potrafi machnąć ręką i dać druga szansę „złolowi” powołując się na sensowne argumenty.
Ciekawie rysuje się punkt wyjściowy serii – ktoś w Central City ogłasza „konkurs”, w którym każdy może wygrać pokaźną sumkę. Wystarczy, że uczestnicy zmuszą speedstera do ratowania sobie życia i nagrają to, dlatego m.in. nastolatki zeskakują z wieżowców czy rzucają się pod pędzące pociągi. Sytuacja nie jest lekka dla speedstera. nie ma na to dobrego wyjścia, a rozwiązanie jednego problemu prowadzi do kolejnego. Pomysł jest tak prosty, że aż dobry.
Dziwne, że nikt wcześniej na to nie wpadł, bo jest to dobrze ograne zagrożenie dla chłopa z takimi mocami, dający perspektywę na wykręcenia większej afery.

