Batman #9 (Opis, opinia) – Duże zmian w Gotham
Konkretnie dzieje się w Gotham, czyli kilka zdań o „Batman #9”!
TEKST MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY
Nie ma co narzekać na brak akcji w „Batman” Fractiona i Jimeneza, bo każdy numer dostarcza wrażeń. Ale to .9 jest szczególnie istotny, ponieważ nastąpiła konkretna kulminacja zmian w Gotham wraz ze startem „DC Next Level” m.in. po objęciu stanowiska burmistrza przez Poison Ivy.
Otóż nasza seksi Rośliczka skumała się z Vandale Savage (czyli komisarzem GCPD) i zaczęli śmielej celować w rodzinę Batka. No to Bruce wziął odwet, zaczęli niszczyć swoje bunkry i podstawił konia trojańskiego – Baśka została złapana przez policję i postawiona przed sąd.
Zwroty akcji najwyższej półki, przede wszystkim widać jak zdesperowany jest Batman, że poświęca swoich sojuszników w rozgrywce. Czuć plan po obu stronach konfliktu, mordę cieszy tak intensywna akcja angażująca praktycznie wszystkich (nawet pojawił się zapomniany SIGNAL). Szacun dla kreatywnej ekipy za śmiałe plany i łączenie zwartej akcji z sensownie prowadzoną fabułą (nawet Ivy jako burmistrz dostała ciut więcej uwagi niż Savage jako komisarz – oczywiście porównując momenty wprowadzenia zmian).
*Fabuła jest tak sensownie prowadzona, gospodarując przestrzeń na wszystko i wszystkich, że nawet pojawia się na planszach Tim reagujący z boku na całą akcje – i kurde za serducho łapią te jego smutne minki, ciekawe kiedy zaczną coś z nim dalej robić (i główne pytanie, gdzie?).
Szkoda w tym wszystkim Baśki, ale z drugiej strony od X czasu nie miałem większego apetytu na jej solowe przygody (dziś/jutro startuje „Barbara Gordon: Breakout”, w którym Barbara będzie pryskała z paki niczym jak w „Prison Break”).

