DC kontra Wampiry (Opinia)

DC kontra Wampiry”? Prosty pomysł na elseworld, ale za to jak świetnie poprowadzony!

Tytuł właściwie mówi wszystko: mamy alternatywny świat, który mierzy się z plagą wampirów. Krwiopijcy po cichu rekrutują nowych członków (często wbrew ich woli) i krok po kroku przejmują władzę nad planetą. Proces „przemiany” dotyka nawet najważniejsze ekipy, z Ligą Sprawiedliwości na czele. I tutaj mała rada: warto do samego końca trzymać w tajemnicy odpowiedź na pytanie „kto już jest wampirem?”, bo to właśnie ta niepewność napędza historię i wywraca wszystko do góry nogami.

To właśnie element tajemnicy uważam za najmocniejszy punkt tego komiksu. Choć czytelnik dość szybko dowiaduje się, kto był „pacjentem zero”, dla samych bohaterów pozostaje to długo ukrytą zagadką. Dzięki temu kolejne rekrutacje angażują jeszcze mocniej, a interakcje zdrowych herosów z tymi już zarażonymi trzymają w napięciu – nigdy nie wiadomo, kiedy padnie kolejny zgryz. Co ważne, to jedna z tych opowieści, która nie bierze jeńców! Szeregi wampirów rosną w siłę, a grono obrońców drastycznie się kurczy. Trupy padają gęsto, a niektóre zgony potrafią naprawdę zszokować – w stylu: „serio? Nie wierzę, że on już nie żyje!”. Każda przemiana czy śmierć jest dobrze uargumentowana przez sprawcę, co najlepiej widać w drugim numerze, gdzie ginie bardzo ważna postać, a logika zabójcy jest przerażająco sensowna.

Szkoda tylko, że akcja pędzi tak na złamanie karku. Brakuje tu takich momentów wytchnienia, jakie mieliśmy w „DCeased”. Tamte przestoje pozwalały zacieśnić więzi między bohaterami i bardziej się do nich przywiązać – przez to w „DC kontra Wampiry” zwroty akcji nie mają aż tak potężnego uderzenia emocjonalnego jak w elseworldzie Toma Taylora.

Bardzo podoba mi się za to rozpisanie ról. Wyciągnięto kilka ciekawych, postapokaliptycznych motywów i idealnie dopasowano do nich postacie. Te wątki świetnie napędzają fabułę – jak choćby Green Arrow, który odnajduje się tu jako rasowy łowca wampirów. Przekłada się to na genialne interakcje i jeszcze lepsze zabawy charakterami. Można się zdziwić, jak ewoluują niektórzy bohaterowie i jak zostaje to wykorzystane w finale w kwestii hierarchii władzy. Warto jednak mieć choćby podstawową wiedzę o uniwersum DC, bo autorzy nie tłumaczą wszystkiego od zera. Znając historię postaci, łatwiej zrozumieć, dlaczego ich obecne, drastycznie inne zachowanie jest tak szokujące. Całość dopełniają całkiem niezłe sceny akcji – może nie są przesadnie długie czy skomplikowane choreograficznie, ale za to uderzają konkretnie i potrafią usatysfakcjonować.

Dziękuję Egmont za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.

Tekst jest również dostępny na naszym drugim portalu Serialomaniak.com