Świat Smerfów: O potworach i smerfach (Opinia)
„Świat Smerfów: O potworach i smerfach”? Najlepszy tom w serii?
Smerfy kojarzą się głównie z bajkami dla najmłodszych, a mnie osobiście – z wieczorynkami, które oglądało się jeszcze w podstawówce. Ale ten album udowadnia, że to nie tylko proste historyjki dla dzieciaków. Przygody zebrane w tym tomie pokazują to najlepiej. Dlaczego?
„Złote żołędzie” o historia o ekipie Smerfów, która rusza na wyprawę po lek dla Dziadka Smerfa. Już sam początek rzuca mroczny cień na losy jednego z bohaterów, przez co sytuacja od razu robi się poważna. Dalszy przebieg to klasyczny motyw drużyny, który w świecie Smerfów nie jest tanim odcinaniem kuponów od gatunku fantasy, ale świetną zabawą rolami postaci. Do tego dochodzi bardzo wyrazisty troll – naprawdę zabawny w swojej formie.
„Lodowy zamek” czytało mi się jeszcze lepiej! Mamy tu czarownika porywającego ludzi i kobiety z długimi warkoczami. Smerfy ruszają z pomocą i całość błyskawicznie nabiera mroczniejszego tonu – zwłaszcza gdy złotowłosa bohaterka odkrywa, co tak naprawdę stało się z poprzednimi porwanymi (został po nich jeden, bardzo konkretny ślad). Choć opowieść kończy się happy endem, to wizja tego, co kryło się pod lodem, ma w sobie coś z postapo. Tego się po Smerfach nie spodziewałem!
„Dzikie marchewki” jest najzabawniejsza historia, jaką czytałem! Dzięki alchemii marchewki ewoluują do gigantycznych rozmiarów i zaczynają żyć własnym życiem. Brzmi komicznie? Bo tak właśnie było! Ich starcia ze Smerfami i Gargamelem rozkładają na łopatki. To właśnie Gargamel nadał tu tempa – był całkiem blisko zjedzenia jednej z nich… Sama wizja tej historii wywoływała ciarki, ale na szczęście twórcy postawili na absurd sytuacyjny. Reakcja Gargamela, gdy stado marchewek zapukało do jego drzwi, to czyste złoto.
W „Pasibrzuch i jaszczury” Gargamel dogaduje się z olbrzymem, żeby za pomocą jaszczurów dorwać Smerfy. To jedna z tych genialnie „przekombinowanych” historii, która pokazuje spryt niebieskich skrzatów. Za pomocą własnoręcznie opracowanych perfum odwracają uwagę gadów i pokazują im, gdzie raki zimują, obracając wszystko przeciwko Gargamelowi. Miałem ubaw po pachy i spojrzałem na Smerfy z jeszcze większym uznaniem.
Na koniec dostajemy historię „Wyrwilas, potwór z puszczy”, w której Matka Natura traci swoje włości na rzecz bandytów. Opowieść wyróżnia się naciskiem na ekologię i wprowadzeniem kolejnych potworów, które nie tylko są groźne, ale dostają też swoją drugą szansę. Morał trafia w sedno, a ubranie wszystkiego w zabawną konwencję tylko dodaje frajdy – zwłaszcza gdy widzimy, jak nieszablonowo Smerfy poradziły sobie z oprychami.
Dziękuję Egmont za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.
Tekst jest również dostępny na naszym drugim portalu Serialomaniak.com

