Maska Fudo (Opinia)

Jestem wielkim fanem klimatów samurajskich, ale coraz trudniej znaleźć mi komiks, który czymś nowym złapałby mnie za jaja i porządnie ścisnął. No i wtedy pojawiła się „Maska Fudo”, która zrobiła to bez pytania o zgodę.

Historia zaczyna się pozornie typowo. Biedna rodzina zostaje skrzywdzona przez wyżej postawionych, co odciska na nich krwawe piętno, nakierowuje ich na ścieżkę przeznaczenia i napędza chęć zemsty. Ale… pojawia się tytułowa maska. W rękach (i na twarzy) głównego bohatera, Shinnosuke, ma ona diametralny wpływ na fabułę. Szybko okazuje się, że stoi za nią własna mitologia, która wywraca opowieść o 180 stopni.

Zanim jednak zacznę zachwycać się fabułą – te rysunki! One po prostu wbijają w ziemię. To przepiękne prace wykonane farbami, które dosłownie eksplodują od detali. Sceny walki są niesamowicie „apetyczne” ze względu na kadrowanie, perspektywę i brutalność: starcia są krótkie, ale dzięki temu ich przekaz jest jeszcze mocniejszy. Żywe kolory sprawiają, że świat żyje, a miasteczka analizuje się z lupą w ręku, bo dbałość o detale architektoniczne tamtej epoki imponuje. Twórcy dorzucili też autorskie pomysły (klany, sekty, projekty postaci), które idealnie trzymają klimat i spójność. Plansze są duże, panele dynamiczne, a niektóre rozkładówki wywołują rumieńce. To jest po prostu za dobre!

Sama historia jest poprowadzona po mistrzowsku. Mitologia wokół Maski Fudo buduje szeroki wachlarz duchowy, który świetnie współgra z wierzeniami i losami bohaterów. Finał jest wyjątkowo gorzki, a rozwiązanie pokazuje, jak głęboko cała intryga była zakorzeniona w dziejach rodów. Twórcy mieli łeb na karku. Świetnie zaplanowali przemianę bohatera i podzielili retrospekcje na rozdziały o różnej chronologii. Dzięki temu wszystko powoli nabiera sensu, a każda postać ma swoją głębię. Emocjonalna otoczka zwodzi za nos do samego końca, zwłaszcza gdy zaczynamy się zastanawiać, co tak naprawdę kieruje Shinnosuke i jakie intencje ma jego partnerka. Choć na początku na to nie wyglądało, dostaliśmy wielowątkową historię, w której „przeznaczenie” to nie pusty slogan, a siła prowadząca do wstrząsającej i krwawej kulminacji.

Dziękujemy Lost in Time za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.

Tekst jest również dostępny na naszym drugim portalu Serialomaniak.com