Debiut Granta Gustina w „Arrow” (Opinia)

Dotarłem ślimaczym tempem do odcinków „Arrow”, gdzie debiutował Grant Gustin jako Barry Allen. I cholera, raz jeszcze muszę to napisać, STARE DOBRE CZASY.

To chwila, która za pierwszym razem przytargała mój nos po ziemi, bo sceptycznie podchodziłem do obsadzenia Gustina jako Speedstera (główny powód – nie był blond jak Barry, takie miałem kiedyś „priorytety” heh), a chłop tak dobrze wypadł w tej roli, że z miejsca go kupiłem: przekonująco inteligentny i optymistyczny geek, którego dobrze z buźki patrzy, a do tego uroczo nieporadny (nic dziwnego, że Felce zginały się nogi na jego widok) i spoko luzik – aż chce się go lubić, łatwo z nim utożsamić (bardzo ludzki bohater, wręcz swojski).