Stranger Things: Opowieści z ’85 (Opinia bezspoilerowa)

„Stranger Things” to dla mnie serial-świętość. To produkcja, dla której wszedłem w świat Netfliksa i która ukształtowała mój gust. Nic dziwnego, że na wieść o komiksie/animacji „Stranger Things: Opowieści z ’85” (osadzonym między 2. a 3. sezonem) moje serce zabiło mocniej. I wiecie co? To naprawdę kawał świetnej historii!

Horror w zimowej scenerii Hawkins to absolutny strzał w dziesiątkę. Wizualnie projekt zachwyca. Stylistyka idealnie oddaje klimat lat 80., a neonowe, jaskrawe barwy zmiksowane z różowym niebem robią niesamowite wrażenie. Największe brawa należą się jednak za design potworów. Twórcy zaszaleli z wariacjami na temat zmutowanych dyń. Moment, w którym wjeżdżają na ekran, jest tak klimatyczny, że gwarantuje gęsią skórkę. Hawkins jest rozpoznawalne gołym okiem, postacie przypominają aktorów – zero powodów, aby kręcić nosem, a tylko doceniać za detale.

Sceny akcji to czysta płynność i świetne kadrowanie (wręcz każde zderzenie z potworami rozgrzewało mnie – szczególnie sceny w lesie, wspomnicie moje słowa!). Problem pojawia się jednak wtedy, gdy zaczynamy zestawiać to z logiką serialu. Twórców poniosła ułańska fantazja: Eleven śmiga swoimi mocami bez żadnej zadyszki, dzieciaki mają sprawność i siłę olimpijczyków, Lucas z procy trafia bezbłędnie z kilometra, a finałowe starcie wygląda, jakby ekipa odpaliła tryb god-mode w grze RPG. Wygląda to genialnie (momentami lepiej niż finał serialu!), ale mocno gryzie się z „ograniczeniami” bohaterów, jaką znamy z tego okresu w głównym uniwersum.

Na szczęście fabularnie to wciąż stare, dobre „Stranger Things”, które podano w ładnej oprawie (o tym początek tekstu). Scenariusz fajnie rozbudowuje mitologię Drugiej Strony, pokazując nowe mutacje, ale robi to bez niszczenia kanonu kolejnych sezonów. Akcja pędzi do przodu, a fani serialu znajdą tu mnóstwo doskonałych smaczków dopełniających obraz, dający więcej przestrzeni na posiadówkę z bohaterami, których się kocha np. relacja Max i Lucasa wypada przeuroczo (ich żarty o randkach w ściekach to złoto!). Całość domyka świetnie rozpisany wątek szalonego naukowca, porządne śledztwo i kapitalny plot twist, który do samego końca wodzi nas za nos.

Dziękujemy Netflix za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.

Tekst dostępny również na Serialomaniak.com.