Kiedy Arrowverse wyznaczało trendy budowania uniwersum…

Serialowy debiut Gustina w „Arrow” to moment, w którym doceniam Arrowverse jak potrafili dobrze w crossy pomiędzy seriami, prowadzić jednym projektem do drugiego, ogólnie budować duży świat serialowy. Robili to w tamtych czasach na medal, nie jedno uniwersum powinno z nich brać przykład.

  • W 8. odcinku pojawiły się pierwsze wzmianki o Central City.
  • W 9 odcinku pojawia się Barry z całym wątkiem fabularnym.
  • Barry znika pod koniec 10 i dalej o nim słyszy od Felki i z TV.
  • Chwilę później premiera serialu „The Flash”, w którym nie brakuje wyłożenia genezy bohatera przedstawionej w „Arrow”, dzięki czemu nowi widzowie spokojnie mogą wejść w projekt.
  • Na początku „The Flash” pojawiają się odniesienia do „Arrow”, co zacieśnia ramy uniwersum, ewentualnie pobudza zainteresowanie widza tamtym serialem.

Było to konkretne i przemyślane budowanie świata, dając wystarczająco dużo miejsca na zaistnienie wątków, miejsc, bohaterom, a widzowi na obycie się z nimi, żeby nabrać ewentualnego zainteresowania i podążać dalej, ale w żaden sposób nie być do tego zobowiązanym/zmuszonym. Seriale istniały jako osobne, zamknięte projekty, ale dzięki licznym nawiązaniom, tematycznym odcinkom, ten świat żył, współgrał ze sobą i cały czas rozwijał się (nie zapominajmy o crossoverach, te z kolei były mocnymi kulminacjami budowania pewnych kwestii pomiędzy serialami).

Uważam, że nawet dziś, strategia prowadzenia Arrowverse to model, który powinien inspirować niejedno uniwersum. Niestety nie jest to model, na który każdy może sobie pozwolić z dwóch powodów:

  • Odchodzi się od tasiemcowych sezonów. Sezony ponad 20 odcinkowe sprzyjały, aby na moment odejść od głównej fabuły i wykorzystać czas na budowanie uniwersum (patrz 9-10 odcinek 2 sezonu „Arrow”). Dziś nie brakuje seriali, które mają problem z opowiedzeniem angażującej historii w sezonie 6. odcinkowym.
  • Z teleskopem szukać seriali mających kilkumiesięczne odstępy między sezonami (a jest to model, na którym łatwiej rozwijać serialowy świat, szybciej posuwać historie sezonowe do konkretnej kulminacji, płynniej wprowadzać nowe postacie czy seriale). Nawet tak „proste” seriali jak „Creature Commandos” mają przynajmniej te półtorej roku przerwy między sezonami.

Ale żeby nie było, nie jest to model pozbawiony wad. Wręcz przeciwnie – to model, który należy omijać szerokim łukiem nastawiając się na jakość jak Gunn w DCU. Model Arrowverse cierpiał na kwestie budżetowe i ogólnie jakościowa wynikające z budżetu: „Arrow” miał super sezony 1, 2 i 5, reszta była mocno dyskusyjna; „The Flash” był super przez 2 sezony, do piątek dawał radę, a od 6 to linia pochyła; „Supergirl” miała dobre momenty/motywy/odcinki ale żadnego sezonu całościowo ok; „Batwoman” nawet dawała radę pierwszym sezonem, drugi już nie; „Legendy” były ciężkostrawne przez dwa pierwsze sezony, a potem wystrzeliły; „Black Lighting” mi siadał, ale serial spotykał się z mieszanym odbiorem; o „Naomi” ktoś jeszcze pamięta?