Miles Morales. Spider-Man. Nigdy więcej Spider-Mana. Tom 2 (Opinia)
Zachwycałem się pierwszym tomem przygód Milesa Moralesa, ale to przy drugim moja głowa autentycznie płonęła od emocji w trakcie lektury. Już sam początek to potężne wejście w temat. Twórcy bardzo drobiazgowo podeszli do tematu śmierci wujka Milesa, pokazując, jak mocno to wydarzenie rezonowało na wszystkich: na samym chłopaku, jego ojcu oraz matce. To niezwykle mocne, uderzające w emocjonalne tony rozpoczęcie historii. Świetnie ukazano, jak głęboką ranę ta tragedia zostawiła w psychice Moralesa. Co więcej, echo tego dramatu odbiło się szeroko w społeczeństwie. Informacja szybko trafiła do mediów i wywołała mnóstwo osobistych reakcji u postronnych ludzi. Dokładnie tak powinno się pisać żyjący świat, w którym konsekwencje tragicznych wydarzeń są widoczne w każdej sferze.
Po tym poruszającym, pełnym emocji prologu wchodzimy w środek konkretnej zadymy. Stany Zjednoczone zostają rozdarte przez konflikt pomiędzy siłami T.A.R.C.Z.Y. i Hydry. Wywiązuje się z tego regularna bitwa, w której bierze udział cała masa superbohaterów z Milesem na czele. Dla młodego Spider-Mana to właściwie pierwsza tak poważna szkoła przetrwania. Chłopak musi wykazać się w walce, ale też sprawdzić się jako gracz zespołowy. Scenarzyści świetnie poprowadzili te wydarzenia, miles miał okazję nabrać krzepy i zapracować na uznanie w oczach starszych kolegów po fachu. Nie brakowało też momentów będących dla niego gigantycznym wyzwaniem, jak choćby sytuacja, w której zostaje zdany wyłącznie na siebie w odległym, nieznanym terenie i po prostu musi działać.
Twórcy lubią budować legendę Moralesa na popiołach pozostałych po Peterze Parkerze i tym razem zrobili to znowu, sięgając po wątek Venoma. Bardzo pozytywnie się zaskoczyłem, bo z tego motywu udało się ulepić w pełni autonomiczną historię z niezwykle wymagającym przeciwnikiem. Powiązanie potwora z nowym Spider-Manem zostało przemyślane tak dobrze, że dostaliśmy poczucie realnego zagrożenia i dramat, który ma ręce i nogi. Sama bestia jest niesamowicie niebezpieczna, co genialnie skontrastowano z unikalnymi mocami Milesa. Finał tego starcia dosłownie wywołuje ciarki na plecach jest niezwykle słodko-gorzki (a właściwie: po prostu gorzki) i doskonale pokazuje, jak wielką cenę płaci się za te wszystkie wydarzenia.
Na sam koniec dostajemy wątek mocniej powiązany z badaniami nad genetycznie zmodyfikowanym pająkiem, od którego ukąszenia wszystko się zaczęło. To szalenie istotny element dla całego uniwersum. Scenariusz mocniej pochyla się nad korporacyjnymi eksperymentami, pokazuje kolejne króliki doświadczalne i ostatecznie formuje drużynę, która w przyszłości może mieć ogromny wpływ na ten świat. Pod kątem akcji działo się tu niesamowicie dużo! Miles nie tylko miał okazję poszaleć w boju i przecierać szlaki w grupie (co zrodziło masę świetnych dialogów i luźnych tekstów), ale był to też kapitalny moment rozwojowy dla wszystkich uczestników. Dogłębnie poznajemy historię innych postaci, w tym kolejnej Pajęczycy. Na jaw wychodzi mnóstwo nowych faktów, a emocje aż kipią, bo każdy z tych „obiektów testowych” doznał w życiu ogromnej tragedii, która ostatecznie uformowała ich twarde charaktery.
Dziękuję Egmont za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.

