Wujek Sknerus. Odwieczni wrogowie. „Działanie działa” oraz inne historie. Tom 2 (Opinia)
Kolejny tom o Wujku Sknerusie z serii „Wielcy Bohaterowie Disneya” od razu wylądował na moim radarze. I nic dziwnego! To zbiór opowieści skupiający się na jego najważniejszych przeciwnikach, który stanowi prawdziwą skarbnicę wiedzy. Co najlepsze te komiksy nie zestarzały się ani trochę!
W pierwszej połowie tomu dostajemy legendarne debiuty kultowych złoczyńców. To genialna okazja, żeby zobaczyć, jak startowały te dobrze nam znane sylwetki. Ogromnym plusem są treściwe wstępy do każdej historii. Dowiadujemy się z nich, co dokładnie stało za decyzjami twórców (głównie Carla Barksa) przy wprowadzaniu danych postaci np. inspiracją dla Magiki De Czar były klasyczne czarownice z filmów Disneya. Dzięki tym komentarzom cały kontekst staje się jasny, a same komiksy to czysta rozrywka. Sknerus staje przed potężnymi wyzwaniami i co ciekawe nie z każdego starcia wychodzi zwycięsko! Doskonałym przykładem jest debiut Braci Be, gdzie historia kończy się… ich pełnym sukcesem. Zupełnie się tego nie spodziewałem!
Druga część komiksu przynosi świetny kontrast i pokazuje, jak ten kaczogrodzki świat zmienił się pod piórem Dona Rosy. Jego historie są o wiele bardziej rozbudowane i bogatsze w dialogi, a sami antagoniści przechodzą w nich potężną ewolucję. Weźmy taką Magikę, rzuca znacznie więcej zaawansowanych czarów niż w swoim debiucie i stale posługuje się różdżką, co o wiele lepiej uderza w jej wiedźmowate korzenie. Śledząc te komiksy na przestrzeni tylu lat, widać jak na dłoni, jak ewoluował sam charakter Sknerusa, jego metody rozwiązywania konfliktów oraz rola jego sojuszników. Pod kątem czysto rozrywkowym, humoru i akcji obie części trzymają identyczny, kapitalny poziom.
Najmocniejszą stroną tego tomu niezmiennie pozostaje samo wydanie. Okładka to absolutne mistrzostwo świata i jedna z najlepszych „kaczych” grafik, jakie widziałem. Mroczniejsze tony idealnie współgrają z naturą przeciwników Sknerusa, którzy zostali na niej uwiecznieni. Wspomniane wcześniej wstępy są niezwykle mięsiste, pełne zakulisowych ciekawostek podanych prostym, przystępnym językiem. Na dodatek tym razem twórcy mocno ograniczyli spoilery względem poprzednich odsłon serii, co wyszło całości na ogromny plus. A jeśli komuś wciąż mało wiedzy, na deser dostajemy obszerny wywiad z Byronem Ericksonem. Rzuca on jeszcze więcej światła na procesy kreatywne w wydawnictwie. To naprawdę kawał solidnego materiału: pytania są piekielnie precyzyjne, a odpowiedzi niezwykle satysfakcjonujące.
Dziękuję Egmont za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.

