Moje Przygody z Supermanem (Sezon 3, Odcinek 1) Opinia
Super zaczyna się nowy sezon „Moje przygody z Supermanem”!
Ogromny plusik, że już w pierwszym odcinku rzucają bombę ukierunkowaną na „wiele Supermanów”, bez żadnych przeciągnięć. Konkretne motywy zostają natychmiast wprowadzone, nowi gracze wprowadzeni na arenę (jak i zapowiedziani – ostatnia scena z Luthorem). Są to sięgnięcia po popularne motywy z lore Supka, łatwo wskazać palcem konkretne podobieństwa, ale jest w tym świeżość i szukanie własnego sposobu opowiedzenia historii np. drugie dno cel istnienia klona Supka – nie broń, a chęć szerzenia dobra. Sposób przekazania lekcji był uroczy, lekko wzruszający, dający do myślenia, a dzięki neimu można zrobić masę cudownych rzeczy fabularnie – od wpływu na Supergirl (odpowiedzialność, dojrzewanie, takie bzdury), po sprowadzanie na złą drogę przez Luthora (odwrotny motyw do popularnych).
Cała reszta działa dobrze: zwięźle pokazano upływ czasu, relacje poszły o kilka kroków do przodu co spięto luźną, zabawną historią na farmie Kentów. Są to swojskie elementy obyczajowe, charakterystyczne dla tej serii, które działają w swojej prostocie i ożywiają świat: postacie mają życie (budowanie charakterów, relacje), świat nie jest pusty, obecny jest ludzki pierwiastek sprawiający, że historia jest autentyczna ze swoimi wartościami (a że dzięki temu jest luźniej, swobodniej, czasem wleci dobry humorek, to super – klimaty skrojone pod Supermana i Supergirl).
Czy tylko ja przez moment czułem się jak w „Scooby-Doo”, kiedy poszli badać ukryte laboratorium? No i wstawka z Henshawem… miałem gęsią skórkę, kiedy pokazano jego stan – mocny, paskudny obraz (i to kolejny plusik serialu – zabawa kontrastami: luźno kiedy ma być luźno, poważnie kiedy potrzeba, skok na głęboką wodę dla siły historii).
Otwarcie na 5+. Nie mam się do czego przyczepić z wyjątkiem proporcji klona Supka. Czaję oprawę anime, lubię ją, no ale niech mają granice przerysowania
Aha, nadal brak polskiego dubbingu. Nie łudziłem się, że coś zmienią po takim czasie, ale nadal kuje jego brak – swego rodzaju „must have” przy superhero

