Moje przygody z Supermanem: Odcinek 4, Sezon 3 (Opinia)

Krótko o 4. odcinku „Moje Przygody z Supermanem”:

– Uroczy wątek z Superboyem. Zupełnie inne podejście do postaci nadaje serialowi mocniejszy wydźwięk rodzinny, ten z kolei rodzi kilka ważnych emocji dla odbioru historii: rodzinne ciepło, nastoletni luz, przyjemny humor – szczególnie istotna jest pierwsza emocja pod kątem kolejnego punktu.

– Bardzo mocny wątek Henshawa. Na tym polu nie ma zaskoczeń. Historia idzie torem, który przypuszczałem od samego początku, ale jest to tak świetnie umotywowane, że ma mocny przekaz i odpowiednio stopniowaną dramaturgię (patrz – wątek Superboya, przyszłości).

Końcówka odcinka robi taki apetyt, że ciężko usiedzieć do niedzieli! Wyłącznie zastanawia mnie tempo akcji, bo dość szybko weszliśmy w oczywisty splot akcji. Czy to oznacza, że będzie jeszcze większe zagrożenie tego sezonu? Czy może twórcy pójdą na całość i poszaleją np. Henshaw zrobi porządną rzeź i przez resztę sezonu bohaterowie będą ratować sytuację? Henshaw dopnie swego i będą kolejne próby ratowania świata w czasoprzestrzeni?

Rozwiązań jest wiele, każde brzmi fajnie! Wyłącznie do czego przyczepiłbym się to rola Luthora i Deathstroke’a – durnota i bezsilność bije od nich na kilometr, a są to postacie prezentujące się wcześniej na bardziej ogarniętym poziomie…