The Flash #35 (Opis, opinia)
Aktualna seria „The Flash” jest najbardziej „Wally’owa” jak tylko się dało!
Serio, fani Wally’ego mogą być w siódmym niebie, ponieważ Ryan North pokazał zrozumienie postaci na każdej płaszczyźnie – zachowanie Wally’ego, rozwiązywanie, humor, reakcje otoczenia, przebieg spraw, no dosłownie WSZYSTKO.
I najnowszy zeszyt, z zeszłego tygodnia, był tego najlepszym przypadkiem. Pierwsze część dotyczyła konfliktu z Heat Wavem, który chciał obrabować zatopiony statek. Klasyczna bitka skończyła się szybciej niż rozpoczęła, bo sam Mick chciał przegadać sprawę z Wallym, co speedsterowi pasowało, i dialog przebiegał w bardzo sensowny sposób (komentarz uderzający w dziury prawne).
Później Wally chciał wykorzystać nowe zdolności do rozwiązania wszystkich problemów w Central City, żeby na moment była sielanka. I udało mu się. Co prawda większość spraw była pokazana jako kadrowe ujęcie, ale dla odmiany Kapitana Boomeranga urządził na cacy, idealnie w swoim humorze – tak ułożył elementy otoczenia, że Boomerang skończył nożyczkami w tyłku zamiast banknotami w łapie.
Obecne przygody Wally’ego są lekkie, humorystyczne, bardzo przyjemne do czytania, bo przede wszystkim pokazują tę optymistyczną perspektywę Wally’ego, z której słynie, a same problemy, choć najbardziej klasyczne, to unikają schematów i zabawa twórcza uciera stereotypy pokazując jak z każdego konfliktu można wyjść „inaczej”.
Zresztą… kadr dołączony do postu mówi sam za siebie. Piękna chillera po całym dniu zasuwania w pracy!

