Justice League Dark (opinia po kilku latach)

„Justice League Dark”? Fajna animacja z 2017 roku z udanym debiutem magów w DCAUM.

Nie mam na co narzekać, dlatego nie będzie osobnego akapitu z zastrzeżeniami. Animacja podobała mi się mrocznym klimatem, wręcz z pogranicza horroru, który jest obecny od pierwszych minut. Efekt dobrze wybrzmiewa nie tylko dużej obecności potworów/demonów, ale i po ciemniejszej tonacji kolorystycznej, minimalnej ilości humoru (zazwyczaj sytuacyjnego lub czarnego) czy podkreślaniu kosztu użytkowania magii.

Historia jest prosta. Nawet bardzo. Nie przeszkadzało mi to, ponieważ prosty schemat ułatwił wprowadzenie dużej ilości nowych postaci na ekran. Przedstawienia bohaterów są odpowiednie, dobrze umieszczone czasowo, żeby nie odwracały uwagi od głównego problemu. Wręcz powiedziałbym, że genezy są dobrze wykorzystywane, żeby niepostrzeżenie postawić podbudowę pod finalny zwrot akcji, dzięki czemu nie wydaje się on wrzucony na siłę.

Finałowy zwrot akcji jest bardzo na plus. Przez większość filmu jesteśmy kierowani w pewną stronę, tylko po to, aby pokazać, że jest coś więcej na rzeczy. Rozwiązanie nie tylko dobre, żeby zaskoczyć mnie, ale i pokazać naturę magii – czy raczej jej użytkowników. Constantine przyzwyczaił do swoich samolubnych gierek i urozmaiceniem jest przekonanie się, że nie tylko on tak działa.

Efektownie wypadają sceny walki. Bardzo dużo dzieje się na ekranie, a przerysowania są sensowne w ramach kreowanego świata (choć niekoniecznie szukają pokrewieństwa komiksowego np. Swamp Thing niczym Plastic Man). Nie było tego wiele, ale cieszyłem się, że w wirze akcji udało się pokazać cenę magii. O co chodzi? Od „zawsze” użytkownicy magii DC wspominają, że hokus pokus ma swoją cenę. Rzadko kiedy o tym przekonywałem się, ale w tej animacji jest to kilkukrotnie przedstawione (np. scena walki z udziałem Zatanny).

Lubię relacje między użytkownikami magii. Jest to jedna z rzeczy, która ciągnie mnie do Justice League Dark. Nie jest to ekipa, która przytula się przy byle okazji, chodzą z sobą na piwko po robocie. Wręcz przeciwnie. Między nimi panuje napięta relacja, w niektórych przypadkach niechęć, co bierze się z osobistych celów lub różnych, wyraziście pokazanych charakterów np. Swamp Thing najchętniej zakopałby Constantine’a na swoim bagnie, dlaczego? Można domyśleć się oglądając film.

No dobra. Mam jedno „ale”. Trochę na siłę była Liga Sprawiedliwości w tym filmie. O ile obecność Batmana jest uzasadniona, tak reszta pojawia się po nic i ich udział w finałowej walce można by zastąpić zwykłymi demonami.