Absolute Superman #17 (Seria idzie w horror) – Opis, Opinia
Czego nie było w moim bingo na 2026? Zmiana klimatu „Absolute Superman” na pełnoprawny horror!
Jeśli ktoś przypuszcza, że ściemniam, to odwołuję do „Absolute Superman #17”, w którym Superman i Hawkman starli się z tamtejszą wersją Parasite… Pasożyt okazał się gigantyczną bestią, która swoimi „kawałkami” chwytała mieszkańców Metropolis i wciągała go w siebie, dzięki czemu zyskiwała na rozmiarze.
Wydawać by się mogło, że Parasite nie będzie wyzwaniem dla duetu bohaterów… ale fabuła została tak genialnie poprowadzona w klimacie horroru, że każde schwytanie mieszkańca wywoływało gęsią skórkę, bohaterów stawiało w kropce bo byli bezsilni do konkretniejszego wyzwania, no a reakcje schwytanych mieszkańców przerażały. Kawał świetnej roboty po stronie twórców, którzy uchwycili potencjał pasożyta od nieoczywistej strony i wiedzieli co z tym fantem zrobić.
A jakby komuś było mało… to komiks kończy się rzezią Brainiaca, który okazuje się chorym pojebem. Brainaic… poćwiartował bliskich Luthora na jego oczach, żeby zryć mu banię i zbliżyć go do jego „klasycznego wizerunku”. Chora sprawa, a rysownik aż za dobrze wszedł w swoją rolę (ostatnia strona może zwrócić obiad, serio).
To był jeden z mocniejszych numerów serii, o ile nie najmocniejszy. Tylko szkoda, że cały potencjał gaśnie za zbyt mocne zbliżenie Supermana do klasycznego wizerunku. O ile kilka zeszytów temu był to inny Superman, tak teraz nie powiedziałbym tego… eS zachowuje się identycznie jak ten z głównego kontinuum, jego konflikt z Hawkmanem zbyt uderzający do klasycznych rozwiązań z kontinuum, właściwie jedyną różnicą „Supków” jest nowy kostium, w którym wygląda ekstra.

