Star Wars. Inkwizytorzy (Opinia)

Gwiezdne Wojny: Inkwizytorzy”? Miało być mrocznie, wyszło… nudno.

Bardzo liczyłem na ten tytuł. Inkwizytorzy i Vader to postacie, których nigdy mi mało, więc liczyłem na pogłębienie ich historii. Niestety, marzec przyniósł spore rozczarowanie. Zamiast mięsistej fabuły dostaliśmy przewidywalną zabawę w kotka i myszkę: Inkwizycja gania za nieuchwytnym Tensu Runem, a my czekamy na finałowe starcie, które okazuje się „spektakularne” tylko z nazwy.

Największy problem? Ekspozycja bohaterów po prostu leży. Autorzy serwują nam postacie wydmuszki, odklepujące obowiązkowe kwestie bez żadnego tła czy sensownej motywacji. O potędze Tensu dowiadujemy się tylko z dialogów, bo w akcji gość nie pokazuje absolutnie nic, co uzasadniałoby bezradność imperialnych łowców. Sama Inkwizycja wypada tu jak biurokraci na posyłki: „idź, zabij, przynieś raport”. Honor serii ratuje jedynie Vader. Sceny z jego udziałem ociekają napięciem – tylko czekasz, aż ktoś straci życie za swoją niekompetencję. Wątek Jedi był tak mdły, że finał przejrzałem bez większych emocji.

Żeby jednak nie tylko narzekać: wizualnie jest naprawdę dobrze! Rosanas odwalił kawał świetnej roboty. Kadry są dynamiczne, kolory nasycone, a sprytne wykorzystanie rozmycia nadaje walkom autentycznego tempa. Detale również robią wrażenie – od dopracowanych kostiumów po konstrukcję pojazdów. Szkoda tylko, że tak ładne obrazki muszą dźwigać tak słaby scenariusz.

Dziękuję Egmont za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.