Legends of Tomorrow: Sezon 4 (Opinia)

Wróciłem do czwartego sezonu „Legends of Tomorrow”! Zdecydowanie mój ulubiony:

Constantine stałym członkiem ekipy: Matt Ryan wniósł nową energię do serialu kontrastem jakim był John na tle członków (mnóstwo zabawnych scen, mocnych tekstów, aktywny wkład w fabułę).

– Twórcy i ekipa jeszcze śmielej weszli w klimaty, gdzie odnajdują się: nieskrępowana rozrywka, mieszanka gatunkowa, szalone pomysły, zabawa tematem (od morderczego jednorożca oznaczającego cele rzygającą tęczą, po wilkołaka szalejącego u lucha libre).

– Z pełną świadomością ekipa wchodziła w absurdy, które wyczerpywały temat w ramach obranej konwencji np. Bollywoodzki odcinek.

– Magia połączona z anomaliami historycznymi okazał się fabularnym strzałem w dziesiątkę – twórcy otworzyli puszkę pandory bez dna, którą potrafili wykorzystać epizodycznie jak i w ramach grubszego zagrożenia (oczywiście nie zabrakło młodzieżowego obozu w formie horroru, jeden z moich ulubionych odcinków).

– Magia sprawdzała się nie tylko jako paliwo fabularne odcinków, ale przede wszystkim szukanie niekonwencjonalnych sposobów rozwiązywania problemów – a tu Constantine błyszczał kreatywnie z pozostałymi, oj tak.

– Sezon bohaterami stoi: każdy ma osobiste wątki emocjonalne, dzięki którym rozwijają się relacje, a z postaciami COŚ się dzieje, przede wszystkim potrafią coś przekazać i wycisnąć emocje – od uśmiechu, po łzy wzruszenia a nawet porządny wkurw (od rozczulającego wątki Nate-Ojciec, po moją ulubioną parkę Nate-Zari, aż po zaskakujący wątek pisarki Micka).

– Nadal to ekipa, z którymi chce się spędzać czas – dobrze obsadzone postacie, sprawnie napisani bohaterowie, kumple z prawdziwego zdarzenia.

– Nawet biuro czasu dostało swój wątek, który był dobrze rozpisany biurokratycznie i nie był sztucznym zapełnieniem tła

– Piękne kostiumy, ładne odwzorowywanie epok.

Wszystko ładnie, pięknie, ale główne zagrożenie zostało zbyt późno wprowadzone i rozpisane po łebkach (serio, już ten jednorożec był bardziej przekonującym zagrożeniem), a Mona z Garym byli tak irytującymi postaciami, że chciałem przewijać ich sceny (nie wiem, które bardziej z nich irytuje, chyba Mona całokształtem).

Wszystkie sezony Legend dostępne są na Netflix! Polecam, ale od trzeciego sezonu