Batman. Miasto szaleństwa (Opinia)

„Miasto szaleństwa” to jeden z TYCH komiksów o Batmanie, które trzeba znać…

…i jeden z nielicznych, może nawet jedyny, który podsumowałbym następującym zdaniem: kuzyn „Arkham Asylum”. Choć początek sugeruje kolejną multiwersową przygodę (Gotham ma drugą, mroczną stronę z odbiciami postaci; „Potworny Batman” werbuje Robina z „prawdziwego Gotham”; nasz Batman próbuje uratować chłopca), to okazuje się, że pozory mylą, a komiks (a właściwie twórca) ma do przekazania wiele wartościowych rzeczy.

Podróż Batmana do drugiego, mrocznego Gotham to dla autora pretekst, żeby wejść bardzo głęboko w postacie: pokazać ich lęki, obawy i uwypuklić ich mroczną stronę w przerysowanej formie. Wpływ jednego świata na drugi jest ogromny, a postacie z „prawdziwego” Gotham zaczynają ewoluować, wręcz świrować na potęgę. Stąd mamy Clayface’a w najbardziej potwornym wydaniu czy Two-Face’a, którego dwie strony zaczynają wchodzić ze sobą w konflikt, a nawet odkrywać pewien sekret. Christian Ward sprawnie odnajduje się w psychodelicznych klimatach – nawet kiedy daje danej postaci niewiele plansz, potrafi je wykorzystać do tego stopnia, że mocno zapadają w pamięć.

Ale to przede wszystkim historia, która rozłożyła na czynniki pierwsze mroczną naturę Batmana, psychologicznie podchodząc do traum wyznaczających czyjeś życie i pokazując, jaką sieczkę przeżycia potrafią zrobić w głowie ofiary (i jaki wpływ ma na to otoczenie). Całość ujęto oryginalnymi metodami, a potworna oprawa była na swoim miejscu, żeby lepiej zobaczyć, co dzieje się w głowach bohaterów. Przekaz wybrzmiewa jeszcze mocniej za sprawą rysunków Warda rodem ze wspomnianego „Arkham Asylum”: psychodeliczny klimat, wybieganie poza standardy poprzez szukanie nieregularnych form przekazu (jak deformacje czy malarskie pociągnięcia pędzlem), dużo symboliki i mieszanie technik. Artysta włożył w rysunki dodatkowe rozwiązania (np. neonową paletę barw), które po wymieszaniu dają oryginalne, autorskie podejście. Łatwo zawiesić na nim oko na dłuższą chwilę, szukając… a zresztą, sami musicie to zobaczyć!

Dziękuję wydawnictwu Egmont za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i post.