Ród Smoka: Sezon 3 (Opinia bezspoilerowa)

Moja przygoda z „Rodem Smoka” układała się do tej pory różnie. Podobał mi się główny trzon fabuły, wątki poboczne, ale nie mogłem złapać więzi z bohaterami, a to dla mnie fundament dobrego serialu. Trzeci sezon zaczął to jednak zmieniać i jest lepiej, ale z pewnymi „ale”.

Wojna Zielonych z Czarnymi rusza w tym sezonie „grubo”. Od razu sekwencją batalistyczną, która właściwie powinna zamykać poprzedni sezon… I na tym się nie kończy, bo w trakcie trzeciego sezonu dostajemy jeszcze kilka takich momentów, które zdecydowanie są najmocniejszym punktem programu. Starcia są widowiskowe, pełnoskalowe, pokazują wojnę z prawdziwego zdarzenia toczącą się na kilku frontach: od walki na lądzie po starcia na morzu; z krwawymi bitwami, wybuchami i strategiami dopasowanymi do terenu; możliwości poszczególnych postaci, aż po walki, w których giną obie strony konfliktu (i tak, trzeba się liczyć z pojedynczymi stratami wśród ważniejszych postaci, co momentami wywołuje emocje – raz radość, raz smutek, zależnie od tego, o kim mówimy). Nie zabrakło też scen walk ze smokami, których w tym sezonie zdecydowanie było więcej na ekranie, a podniebne pojedynki wciąż prezentują się na filmowym poziomie, oddając moc, dynamikę i fizyczny ciężar tych stworzeń – osobny plus za ilość czasu poświęconego smokom w tym sezonie, próbie opowiadania wokół nich bardziej złożonych historii nie skupiające się wyłącznie na jeźdźcach (po raz pierwszy od X czasu czuć, że są to żywe, myślące stworzenia z własną duszą i uosobieniami).

Stawka w tym sezonie jest znacznie większa. Twórcy dobrze czerpią inspiracje z książki, sensownie ukierunkowując każdą postać i poświęcając odpowiednią ilość czasu, żeby mogły paść ważne dla fabuły dialogi. Bohaterowie mają więcej interakcji między sobą, przez co dochodzi do istotnych momentów, a między nimi da się wyczuć budowanie napięcia i sytuacji wpływających na zmianę charakterów np. wpływ osobistych celów Daemona na Rhaenyrę, czy ambicje Rhaenyry wpływające na Alicent. To właśnie relacja tych dwóch bohaterek jest dla mnie najsłabszym punktem sezonu, bo pozostaje mocno naciągana i zapętlona w schemacie wróg-przyjaciółka, bez jasnego wyjaśnienia, na czym właściwie jest zbudowana i dokąd zmierza. Aktorki świetnie wczuwają się w swoje postacie, ale scenariuszowo cała ta relacja jest w chaosie i trudno ocenić, do czego to wszystko prowadzi.

Do podbicia stawki dochodzi jeszcze śmiertelność postaci, emocjonalna waga wydarzeń i duszny klimat pełen niepewności oraz brudnych intryg, które momentami zwodziły mnie (lubię to!), choćby w kwestii pochodzenia postaci czy roli mniejszych graczy, którzy potrafią okazać się epizodycznymi, ale realnie komplikującymi fabułę intrygantami. Przez cały sezon nie brakuje zaskoczeń jak w przypadku Mysarii, która do samego końca gra na najwyższym poziomie i choć w hierarchii postaci wydawała się rolą drugoplanową, to odnajduje się w niej idealnie, a sama aktorka świeci na tle innych. Podobnie mogę powiedzieć o Tomie Glynn-Carneyu, który tak dobrze wszedł w skórę swojej postaci i sprzedał jej zraniony stan fizyczny i psychiczny, że stało się to jego atutem. W pewnych momentach przerysowuje to tak przekonująco, że tylko dodaje to jego bohaterowi mocy i władzy. Emma D’Arcy (Rhaenyra) i Olivia Cooke (Alicent) ponownie zbierają u mnie mocne noty, a do tego świetnie prezentują się też młodsze pokolenia Targaryenów i Hightowerów, grane teraz w znacznie mroczniejszych tonach.

Bolączką tego sezonu, podobnie jak poprzednich, zostaje nierówne tempo fabuły połączone z odstępstwami od książki. Wątki Aemonda i Aegona są tak rozwleczone i rozciągnięte, że choć te postacie w teorii idą do przodu, w praktyce stoją przez większość czasu w miejscu. Brakuje w nich emocji i czegokolwiek, co ożywiłoby ich historię, aż w końcu nagle dostają kopa i przyspieszają. Odstępstwa od książki też nie zawsze służą wątkom: bywają momenty, w których coś zostaje przedstawione w jeden sposób, a po kilku odcinkach jest odkręcane bez większego wyjaśnienia, co prowadzi do dziur fabularnych, których ciężko szukać wytłumaczenia. Odstępstw jest więcej, najczęściej znajdują miejsce pomiędzy ważniejszymi momentami serialu, ale te nie odbierałem negatywnie, ponieważ wypełniały świat o dodatkowe szczególiki wpływające na ożywienie tła wydarzeń czy dodania „czegoś dodatkowego” bohaterom.

Dziękujemy HBO MAX za dostęp. Platforma nie miała wpływu na opinię i tekst.

Tekst oryginalnie opublikowany na Serialomaniak.com