Przysięga Hipokratesa (Opinia)

Nieszczególnie jestem zainteresowany kolejnymi przygodami o wampirach, bo czuję się nimi otoczony (a preferuję wilkołaki w ich konflikcie!). Jednak dałem szansę „Przysiędze Hipokratesta” kupiony obietnicami czegoś nowego… i faktycznie tak było!

Zanim pochłonęła mnie historia, bardzo spodobały mi się rysunki. To wręcz fotorealistyczna szkoła, która robiła ogromne wrażenie szczegółowością i dokładnością oddania otoczenia czy fizjologii postaci, co bardzo wpływało na poczucie stanu bohaterów (nie mówiąc o atrakcyjności scen akcji, które były doświadczeniem na miarę najlepszego kina akcji, z konkretną rozwałką i mięsistością ran – BYWA KRWAWO I PASKUDNIE). Do tego sprzyjała mroczna tonacja kolorów, a rysunki wręcz tonęły w czerni, co było strzałem w dziesiątkę, jeśli chodzi o mroczny klimat (idealny pod horror).

fot. Serialomaniak

Sama historia zaczęła się niepozornie: lekarz wyrwany z systemu prywatnie przyjmuje pacjentów unikających systemu prawa i pobiera od nich olbrzymie kwoty. Wszystko się zmienia, kiedy jeden z pacjentów twierdzi, że jest wampirem, a zwrot polega na tym, że mamy realistyczny świat, więc mało kto wierzy w te informacje. I tu wyłaniają się dwa punkty, za które polubiłem tę historię. Pierwszym są postacie, na których się opiera komiks: inteligentne jednostki o specyficznym charakterze, odstające od reguł, mające głowy na karku i gotowe na każdą sytuację plan działań, a wręcz nimi dyrygujące, co prowadzi do konfliktów, z których wychodzą najmniej oczywistymi dla mnie furtkami. Inteligencja postaci przekłada się na scenariusz. Przez cały czas jest tu ambitne ujęcie tematu od strony medycznej i skrupulatne tłumaczenie wszystkiego, co z jednej strony buduje bardzo realną historię, a z drugiej zasiewa ziarna wątpliwości co do „racji” bohaterów i tego, dokąd to finalnie zmierza (no i nie oszukujmy się, ale obcowanie z takimi postaciami to czysta przyjemność).

Drugą mocną stroną komiksu jest konsekwencja w prowadzeniu i wykorzystywaniu potencjału postaci. Od początku obrany jest konkretny ton i specyficzna narracja, a nawet kiedy fabuła wchodzi na bardziej fantastyczne tematy, potrafi je do tego dostosować, co w rozliczeniu daje historię o wampirach  ale „i nie o nich”, a z tego wychodzi unikalna wizja, która jest świeżością w popkulturze. Natomiast potencjał postaci… dość dużo o nich nie wiemy, bardzo słabo ich poznajemy (stąd dość obojętnie reagowałem na ich losy), ale kiedy mają okazję pokazać się w polu to potrafią dać czadu przejmując inicjatywę, robiąc rzeczy na miarę Chucka Norrisa (zwłaszcza doktorek) i podejmując odważne decyzje, dzięki którym ta historia ma impet (a postacie nie są nieśmiertelne czyt. kolejny plus, lubię takie historie). Jednocześnie udało się całość sensownie dostosować pod popkulturę, dając konkretne odniesienia i stwarzając grunt pod ewentualną kontynuację, którą mam nadzieję kiedyś otrzymać, bo jest w czym rzeźbić, żeby dać kolejną konkretną historię!

fot. Serialomaniak

Dziękuję Lost In Time za komiks. Wydawnictwo nie miało wpływu na opinię i tekst.

Tekst pierwotnie opublikowany na Serialomaniak.com