Flash. Mistrzowska sztuczka. Tom 11

Tegoroczny grudzień jest miesiącem premiery 11 tomu aktualnej serii przygód speedstera. Wychodzi z klimatów uwolnionych mocy na przyziemniejszych złoczyńców. Oddech przed kolejnym większym złoczyńcom, który niedługo namąci w życiu Barry’ego.

Joshua zaczyna komiks od jednozeszytowej historyjki będącej wstępem do przyszłych wydarzeń. Wraca od lat nie widziany Bart, który próbuje odnaleźć się w “nowej” rzeczywistości. Bardzo szybko odkrywa, że jego dziadek ma na pieńku z innym speedsterem, działającym na usługach tajemniczego złola. Akcja jest szybka, co nie powinno dziwić jak na jednozeszytówkę. Wstępniak jest intrygujący choć niepotrzebnie wrzucony na początek tego tomu. Sensowniejsze byłoby jego ulokowanie na sam koniec przyszłego tomu. Raczej nie mamy co oczekiwać, że ten wątek zostanie poruszony w 12 tomie Flasha zerkając na ostatnie kadry 11-stki.

Punktem programy jest główna historia z Tricksterem. Jeden z członków Rogues ucieka z więzienia i wprowadza w życie nietypowy plan. Redukuje przestępczość w Central City do zera. Brak nawet minimalnych wykroczeń w postaci mandatów. Wszyscy są happy i spełnieni. Barry jest pełen podejrzliwości tego, co się odczyniło pod jego nieobecność. Szybko przystępuje do śledztwa i mamy tu bardzo fajny motyw detektywa, którego brakowało mi. Barry samodzielnie odkrywa poszlaki aż dochodzi do sedna sprawy. Nawet z zagadką na wyciągnięcie ręki nie jest w stanie od tak ją rozwiązać. Musi pogłówkować, żeby doprowadzić sprawę do ładu. Joshua bardzo fajnie podszedł do Trickstera. Dostaliśmy nie tylko ciekawą i wiarygodną genezę budującą charakter bohatera. Trickster został przedstawiony z ciut sprytniejszej strony niż zazwyczaj, chyba po raz pierwszy stanowiąc aż takie zagrożenie we własnej osobie dla speedstera. Bardzo fajna koncepcja jak na tego członka Rogues, która kupiła mnie i zainteresowała złoczyńcom, żeby sięgnąć po inne historie z nim.

Scott Kolins zilustrował zawartość 11 tomu. Wolałem ilustratorów z poprzednich tomów, których styl bardziej przemawiał do świata speedstera. Z rysunków Kolinsa nie czuć aż takiej dynamiki jakiej by się oczekiwało, a bohaterowie mają często problem z mimiką.

Joshua w dalszym ciągu serwuje porządne przygody z Barry’m w roli głównej. Nieco przyziemniejsi przeciwnicy są dobrze rozpisani i stanowią nie lada wyzwaniem dla głównego bohatera, co mogłoby się wydawać nieprawdopodobne mając na uwadze dotychczasowe doświadczenia. Nie rozumiem decyzji ulokowania na początku historii z Bartem, nie przekonuje mnie również styl Kolinsa. Niemniej nie są to wady rzutujące negatywnie na 11 tom Flasha. W dalszym ciągu jestem fanem stylu Joshu’y, który ma dryg do pisania Flasha. Z czystym sumieniem polecam ten tom i z całą pewnością sięgnę po kolejny.

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego. Komiks możecie nabyć w internetowym sklepie Egmontu.