Suicide Squad (wydanie DVD) – Recenzja

Minęły 4 lata od premiery Suicide Squad Ayera. Parę dni temu odświeżyłem sobie produkcję, żeby przekonać się jak perspektywa czasu wpłynęła na moje postrzeganie filmu. Jarałem się filmem w 2016r, nawet tą dziwną koncepcją Jokera. Jak jest teraz?

Film jest niejako kontynuacją wydarzeń przedstawionych w „Batman v Superman”. Nic się jednak nie stanie jeśli olejecie „dzieło” Snydera. Ayer w paru zdaniach przedstawia wydarzenia, co ułatwia świeżym widzom odbiór filmu. Tytułowa ekipa to grupka zbirów, którzy dostali przysłowiową „drugą szansę”, żeby skrócić swoje wyroki. Ayer postawił na dość znanych przestępców ze świata DC m.in. Harley Quinn, Deadshot czy Kapitan Boomerang. Obsada została dobrze dobrana i każdy z aktorów wycisnął siódme poty, żeby jak najlepiej odegrać swoją rolę. Na ekranie głównie świecą Margot Robbie oraz Will Smith. Ich postacie zostały najlepiej odwzorowane. Nie oznacza to że pozostali zbijali bąki na planie. Kinnaman to wypisz wymaluj Rick Flag, Jai Courtney jest prawdziwym Boomerangiem a Viola Davis jako Amanda Waller to casting stulecia. Co wpłynęło, że ich postacie gorzej wypadły na ekranie? Odpowiedź poniżej.

Fabuła jest prosta jak rzut beretem. Waller tworzy grupę „samobójców” na zawołanie rządu, chwilę później pojawia się zagrożenie i drużyna rusza na misję. Praktycznie od razu zostajemy rzuceni w wir akcji, której jest sporo. Historia jest prosta oraz nie wymagająca myślenia względem widza. Dużo tu dobrej i dynamicznej akcji oraz nie brakuje czarnego humoru – typowy film akcji. Tempo akcji jest szybkie i brak tu miejsca na rozciąganie wątków. Bardzo często wychodzi to produkcjom na dobre. Nie w tym przypadku. Ayer bądź studio (nie wnikam) zdecydowali wyciąć mnóstwo scen, które mówiły więcej o postaciach ekranowych oraz relacjach między nimi. Po sieci krąży mnóstwo wyciętych scen i zupełnie nie rozumiem, dlaczego nie pojawiły się one w finalnym produkcje. Ich brak negatywnie wpłynął na przedstawienie tytułowej ekipy, żebyśmy lepiej mogli poznać poszczególne postacie czy relacje między nimi. Dodatkowo uważam, że obecność scen byłaby również kluczowa, żeby odróżnić ten film od standardowego superhero. Tu pojawia się kolejne zastrzeżenie – Koncepcja filmu zakładała, że będziemy śledzić losy niesfornych przestępców, którzy gdzieś mają prawo. Co finalnie dostaliśmy? Coś pokroju kolejnej drużyny superhero ratującej świat przed złem. Wystarczy sięgnąć po byle jaki komiks „Suicide Squad”, żeby się przekonać, że koncepcja Ayera trochę mija się z ogólnym założeniem drużyny. Może dla Ayera wystarczające jest pokazanie cel więziennych, cycków Margot czy kradzieży szpilek, żeby przypisać drużynie łatkę przestępców ale nie mnie.

Historia jest lekka i przyjemna. Wgryza się w rodzaj filmu, przy którym możecie usiąść z browarem w ręku i się odprężyć, niekiedy pośmiać. Do momentu zanim zaczniecie traktować film poważniej, a na ekran wskoczy Joker… Nie wiem kto wpadł na takie przedstawienie nemezisa Batmana ale powinien wylecieć z hukiem z roboty. Jared Leto zdecydowanie podołał w idealnym odwzorowaniu tego o co go poprosili ale wizja filmowego Jokera jest jedną wielką porażką. Przywodząc na myśl Jokera mamy obraz bezwzględnego przestępczego klauna, który nikogo nie szanuje, a jego jedynym celem jest zabicie Batmana. Wersja Ayera? Cyniczny i romantyczny Joker, który zrobi wszystko, żeby uratować Harley z objęć Amandy Waller. Nie wiem gdzie Ayer szukał inspiracji ale powinien odstawić wszelkie wspomagacze, który pomogły mu w pisaniu historii. Joker powinien wzbudzać postrach i wywoływać gęsią skórkę. Powinien to być typ gościa, którego nie chciałbyś w życiu spotkać na swojej drodze. Tymczasem Jaredowy Joker rozbudził fantazje nastolatek, które chciałyby, żeby ich związki wyglądały jak relacja Jokera i Harley. Cóż… Polecam komiksy zanim ktoś wpadnie na podobnie idiotyczną fantazję.

Do filmu wróciłem dzięki wydaniu DVD. Obraz i dźwięk filmu z płytki jest dobry i nie mam żadnych zastrzeżeń. Przyczepię się do materiałów dodatkowych, a raczej materiału dodatkowego. Krótki film, bodajże 3 minutowy, w formie wpadek z planu. Uśmiechnąłem się kilkukrotnie ale zdecydowanie bida jeśli chodzi o ilość dodatków. Może jestem zbyt wymagający jak na wydanie 30zł?

„Suicide Squad” z 2016 roku nie jest wywalonym w kosmos filmem, który zapadnie w pamięci na lata. Nie jest to też zły film, za którym DC powinno się wstydzić. Historia jest lekka oraz wypełniona akcją, przy której można się odprężyć i wyłączyć myślenie na około 2h. Aktorzy wyciskają siódme poty, żeby jak najlepiej wypaść w rolach. Niestety zbyt dużo z filmu zostało wycięte co wpłynęło negatywnie na produkcję. Jeżeli w Waszym zasięgu ręki jest wydanie rozszerzone to koniecznie obejrzyjcie je. Krytycznie działa tu również obecność Jokera, którego najlepiej wyrzucić z pamięci. Nie wiem jak mogłem się jarać tym filmem cztery lata temu ale aktualnie zaliczam go do przyjemnych przeciętniaków, którym mogę wystawić 6-tkę w skali 1-10.