Batman: Trybunał Sów

Prawdziwą przygodę ze światem DC zacząłem od komiksów ukazujących się w ramach inicjatywy New52. Linia skierowana była dla świeżych czytelników więc idealnie wpisałem się w schemat. Początkowo sięgnąłem po kilka wybranych serii. Jedną, a raczej główną z nich, był “Batman” pisany przez Snydera. Dopiero po kilku latach od premiery uzupełniłem kolekcję o polskie wydanie Trybunału Sów. Okazja, żeby przekonać się, czy po takim czasie będę zachwycał się historią jak dawniej.

W Gotham pojawia się zupełnie nowy przeciwnik, który jak się okazuje, jest miejską legendą. Podobnie jak Batman na początku swojej kariery. Mowa o organizacji zwanej Trybunałem Sów, której celem była chęć rządzenia Gotham z ukrycia. Nie wszyscy wierzą w istnienie organizacji. Jednym z niedowiarków jest główny bohater, która za dzieciaka prowadził własne śledztwo i wyciągnął konkretne wnioski. Seria morderstw w Gotham skłania Batmana do ponownego otwarcia sprawy i przejrzenia wszelkich poszlak. Jest to mocno detektywistyczna powieść o powolnym tempie akcji, w której Snyder świetnie buduje napięcie i emocje. Trafnie przedstawione zostały użyte umiejętności personalne Wayne’a, a technologia świetnie wpasowała się w konkretne zagadki. Nieco można pozgrzytać zębami, że Batman jest strasznym gadżeciarzem w przeciwieństwie do ery przed Flashpointowej. Nie wadziło mi to jakoś bardzo zwłaszcza, że gadżety nie były stosowane tu na siłę. Trzeba iść z duchem czasu. Zwłaszcza posiadając miliony na koncie.

Batman: Trybunał Sów” jest świetną pozycją dla nowych czytelników, żeby wprowadzić się w świat Nietoperza bez wertowania setek wcześniejszych komiksów. Mamy tu pokrótce przedstawioną genezę, zobrazowanie czym jest Batman dla Gotham (jak i samo miasto dla mieszkańców), czym się zajmuje Wayne prywatnie (wątek często bagatelizowany w wielu komiksach o Nietoperzu), jak i przedstawienie najbliższych współpracowników Batmana. Historia nie bazuje na żadnym ze znanych łotrów. Trybunał Sów jest nową koncepcją, która nadała świeżości i unikalności powieści. Snyder ma dryg do pisania dłuższych historii co zaprezentował w “Amerykański Wampir”. Identycznie jest i tutaj. Organizacja nie jest pierwszym lepszym rzutem do strzału na raz. Nie bez powodu mamy tutaj wolne tempo budowania historii. Nie będę zdradzał konkretów ale uwierzcie, że pierwszy tom jest ledwie wstępem do czegoś więcej. Zwieńczenie pierwszego tomu przekona Was o tym i przy okazji mocniej wbije w fotel.

Jestem fanem stylu Capullo. Mroczna i dynamiczna kreska, która nadaje mroku i posępności Gotham. Styl idealnie wpisał się w klimat powieści. Efekty pracy Capullo i Snydera utrwaliły się w mojej pamięci. Nie widzę żadnych uchybień, za które mógłbym przywalić się do pracy artysty.

Trybunał Sów jest świetnym komiksem. Jest to nie tylko dobra pozycja do startu poznawania losów Batka. Przede wszystkim mówimy o dobrze napisanej historii utrzymanej w kryminalno-thrillerowym klimacie, gdzie Batman nie uchodzi za typowego maczo ale jest bliski pierwotnej, detektywistycznej konwencji. Seria Snydera i Capullo jest niesamowitym efektem pracy tej dwójki. Jest to pierwsza rzecz, która przychodzi mi na myśl po wspomnieniu o erze “New52”. Oczywiście pierwszą pozytywną myślą. Bardzo dobrze prezentuje się również Egmontowe wydanie. Poza klasyczną zawartością mamy materiały dodatkowe w postaci: okładek, szkiców koncepcyjnych, przykładowych stron scenariusza. Bardzo fajna zawartość dodatków, które najczęściej są pomijane w nowszych pozycjach z linii “Odrodzenie”. Mam tylko jedną uwagę techniczną do mojego wydania – 3 strony miałem do góry nogami.

Dziękujemy sklepowi Gandalf za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.
Komiks i inne pozycje superbohaterskie znajdziecie w tej kategorii sklepu internetowego.