Witamy w Lovecraft. Locke & Key. Tom 1

Pierwsze tytuły z Hill House Comics, imprintu DC nastawionego na horrory, zachęciły mnie, żeby sięgnąć po najpopularniejszy komiks Joe Hilla – Locke & Key. Pozycja z wieloma pozytywnymi opiniami oraz adaptacją Netflixa. Serial wspominam dobrze, choć chciałbym o nim na moment zapomnieć, żeby nie psuć sobie komiksu.

Trójka dzieci traci ojca w wyniku brutalnego morderstwa. Razem z matką przeprowadzają się do wujka, konkretniej do Keyhouse mieszczącego się w Nowej Anglii. Dom skrywa mroczne sekrety. Masa drzwi, które mogą wywrócić do góry nogami życie domowników. Jest jeden warunek – trzeba posiadać odopwiedni klucz do drzwi, a je nie łatwo znaleźć.

Joe Hill prowadzi wielowarstwową narrację. Bohaterowie próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości oraz poradzić sobie z echem przeszłości. Tajemnice domostwa otwierają mroczne horyzonty, które rozgryza najmłodszy z trójki głównych bohaterów. Hill umiejętnie prowadzi fabułę, rozbija na czynniki pierwsze profile bohaterów, a niewinność dziecka fajnie kontrastuje z mroczną tajemnicą Keyhouse.

Recenzowany przeze mnie “Witamy w Lovecraft. Lock & Key” jest pierwszym tomem cyklu. Historia nie zasuwa niczym społeczeństwo po karpie do lidla w okresie świątecznym. Wszystko dzieje się swoim tempie, żeby w najmniej oczekiwanym momencie zaskoczyć czytelnika. Tempo akcji jest właściwe. Hill trzyma w napięciu i buduje grozę. Strasznie nie jest, ale specjalnie mnie to nie dziwi. Ile komiksowych horrorów Was wystrarszyło, żeby traktować to jako wyznacznik? Mnie żaden.

Żałuję, że wcześniej obejrzałem pierwszy sezon Netflixa. Znajomość serialu bez przerwy spoilerowała mi akcję komiksu, i nadal to robi. Uniemożliwiło mi to docenienie treści komiksu na ile zasługuje. Hill na spokojnie budował fundamenty powieści, nie wprowadzając od razu za wiele. Netflix wybiegł do przód zamieszczając w 1 sezonie wątki z 2, i jak zakładam, 3 tomu. Nie była to błędna decyzja ze strony stacji, ale czy potrzebna? Hill oparł akcję pierwszego tomu na jednym kluczu i wyszła fabularna perełka.

Rysunki są staranie dopracowane, trzymające swój styl od pierwszej do ostatniej strony. Odpowiednia kolorystyka do panującego klimatu. Brudno, szaro, posępnie – tak powinno być w komiksach grozy. Pierwszy raz spotkałem się z nałożeniem fraktury na komiks – delikatnie wybałuszone krawędzie rysunków. Atrakcyjna drobnostka wydłużająca czas przy komiksie. Nie mogłem się powstrzymać od macania rysunków.

Pierwszym tom “Locke & Key” jest słusznie komplementowany. Przemyślana koncepcja trzymająca czytelnika w napięciu od pierwszej strony z nieszablonowymi, zaskakującymi rozwiązaniami. Nie docenicie tego w pełni, podobnie jak ja, jeśli macie za sobą pierwszy sezon produkcji Netflixa. Warto jednak sięgnąć po korzenie. Zachęcił mnie Hill do przeczytania kolejnych części. Chcę to zrobić jak najszybciej – kuć zajawkę póki gorąca!

Dziękujemy księgarni taniaksiazka.pl za udostępniony komiks recenzencki.