Łasuch tom 2

Pierwszy tom “Łasuch” zostawił po sobie pozytywne wspomnienia. Świetnie napisana seria, która nie zafascynowała mnie pod kątem wizualnym. Serial odbieram równie dobrze, choć po przeczytaniu komiksu, zacząłem kręcić nosem na jego słodycz. Nadarzyła się okazja sięgnięcia po drugim tom łasego na słodycze. Od razu zabrałem się za czytanie.

Pierwszym tom pozostawił bohaterów w nieciekawych sytuacjach. Gus trafił do placówki, gdzie przetrzymywane są inne hybrydy, natomiast Jepperd cierpi z powodu zdradzenia przyjaciela. Chce odkupić grzech, ale nie ma pojęcia jak to zrobić. Kiedy organizuje małą ekipę ofensywną, kierują się w stronę placówki, żeby odbić Gusa. Muszę się spieszyć, ponieważ życie Łasucha wisi na włosku. Podobnie reszty hybryd. Czy dane będzie im się ponownie spotkać? Nie będzie temu sprzyjać surowość świata, w którym losy bohaterów mogą pokierować się różnych torem.

Jest tak samo dobrze, jak w poprzednim tomie. Historia jest surowa, dojrzała, brutalna i nieprzewidywalna do granic możliwości. Akcja w placówce toczy się ciekawym torem, a im dalej w las, tym więcej dowiadujemy się o apokaliptycznej rzeczywistości, i jaką w tym wszystkim gra rolę religia (czyt. biblia). Pojawią się nowe ciekawe postacie, lokalizacja akcji przemieszcza się, a ja jako czytelnik nieustannie jestem spragniony więcej. Nowych konfliktów nie brakuje, a powody są na tyle dobrze obrazowane, że czasami ciężko opowiedzieć się po jednej ze stron.

Serię czyta mi się tak samo dobrze, co “Żywe Trupy”. Nie bez powodu posłużyłem się tym tytułem. Niejednokrotnie czułem, że Jeff Lemire inspirował się tamtą rzeczywistością. Widać to po zachowaniu części bohaterów, którzy łapią się ostatnich desek ratunku, niejako spornych z ich zachowaniem, żeby osiągnąć swój cel. Ponownie pojawiają się trudne wybory moralne odgrywające role w późniejszej fazie. Jepperd jest tego najlepszym przykładem – niebanalny zwrot akcji z nim rozszerzył moje usta szerzej, niż dentysta podczas leczenia kanałowego.

Wizualnie identycznie jak w 1 tomie – unikalne, niestaranne szkice bez zachowania proporcji, co nie podeszło mi. Rysunki mają w sobie jednak coś, co nie tylko dobrze pasuje do wykreowanego świata, ale zapadają w pamięć. Na tyle, że nie mogę wyobrazić sobie Łasucha z innym rysownikiem.

Bierzcie drugi tom “Łasuch” i nie zastanawiajcie się, czy warto. Kawał świetnej historii, do której będę wracał wielokrotnie. Smutno mi, że całość liczy tylko 3 tomy. Plusem jest brak przeciągania strun, byle wydłużyć ilość. Konkretnie, ciekawie, smutno i szokująco. Lemire kupił mnie, pnąc się coraz wyżej w osobistym rankingu ulubionych scenarzystów.

Dziękujemy księgarni taniaksiazka.pl za udostępniony komiks recenzencki.