JLA. Wieża Babel

Nowe wydanie „Wieża Babel” stawia bardzo ważne pytanie. Czy jest sens kupować je, jeśli z drugiej ręki możemy dostać tańszą wersję z WKKDC? Tak!

Pamiętacie serię „JLA” Granta Morrisona, którą Egmont wydał w 4 tomach? Nie uwzględniono w niej sześciu zeszytów napisanych przez Marka Waida. Pominięta zawartość znajduje się w nowym wydaniu „Wieża Babel„. Są to trzy krótkie historyjki: zawirowanie czasoprzestrzenne wywołane formułą zmieniającą bieg wydarzeń, Adam Strange porywający Ligę do odbudowy planety Rann oraz komentarz do sytuacji w Gotham podczas „Batman. Epidemia” i „Batman. Ziemia Niczyja”. Oba wymienione komiksy zostaną wydane przez Egmont w tym roku.

Bardzo dobrze bawiłem się na każdej historii. Krótkie, treściwe przygody, gdzie Waid sięga po proste pomysły i opowiada je kreatywnie, czego najlepszym przykładem jest pierwsza historia (moja ulubiona). Autor znalazł „swój” sposób na zawirowania czasoprzestrzenne. Nie spotkałem się wcześniej z formułą zmieniającą bieg wydarzeń. Zabieg upodobnił historię do motywu „co jeśli” z Flashpoint prowadząc do ciekawej wariacji świata. Oryginalne pomysły spodobały mi się i zostawiły niedosyt po długości historii (dwa zeszyty). Chciałoby się więcej.

Wyłącznie zastrzeżenia miałem do drugiej historii. Początek był dla mnie dziwny, nieoczywisty. Dziwiła mnie szalona wersja Adama Strange’a. Chłopak był inteligentny, bystry i samodzielny, kiedy widziałem go poprzednim razem. Natomiast bezsilność Ligi nie przemawiała do mnie. Każdy członek jest „lepszy” od Strange’a, więc w grupie powinni złapać go, nakopać mu do tyłka i wywalić na zbity pysk. Zamiast tego zachowywali się jak pokorne baranki. Ale z ratunkiem przybył finał historii. Bardzo emocjonujący moment, który rzutował na całą historię. W moment całość nabrała sensu i głębi, która poruszyła mnie i nie mogłem przejść obojętnie koło sedna. Bardzo podobało mi się dodanie pobocznego wątku polegającego na czyjejś zdradzie. Nieprzewidywalny element, który zaskoczył mnie i na moment porwał w grę Waida.

Tytułowa historia jest klasykiem. Jestem w szoku, że do dziś wywołuje u mnie identyczne wrażenia jak za pierwszym razem. Bardzo podoba mi się nieoczywistość sytuacji skłaniająca do przemyśleń i dyskusji. Autor prostym patentem wywołał głęboki konflikt, który możemy przełożyć na mnóstwo sytuacji i analizować go z różnych stron. Która strona ma rację? Czy w tej sytuacji można było postąpić lepiej? Materiał do długich dyskusji przy piwku.

Niekorzystna sytuacja dla Batmana bardzo dobrze rzutowała na jego charakter. Podobało mi się, że autor ukazał go od strony detektywa i doświadczonego stratega. Jest to wyraźnie pokazane w „Secret Files”, kiedy Batman podchodzi każdego z członków JL wyciągając od niego istotne informacje. Ale nie zapominajmy o Ra’s Al Ghulu. Mało się mówi o przeciwniku Batmana rozmawiając o „Wieżą Babel”, a przecież to on jest siłą napędzającą bieg wydarzeń. Jestem zadowolony, że Waid wyciągnął potencjał postaci pokazując jego inteligencję. Głowa Demona walczy z Ligą w nieszablonowy sposób, podobnie podchodzi do wywołania globalnego konfliktu. Ponownie, Waid sięga po prosty motyw jakim było zakłócenie komunikacji wśród ludzi. Dopiero w tym momencie zdałem sobie sprawę do jakich kłopotów może prowadzić niedyspozycja. Samozagłada na wyciągnięcie ręki. Pięknie Waid to ukazał.

Należy dodać, że na samym końcu znajduje się kilka „zaginionych stron”, które nie znajdziemy w „Wieża Babel” z 2017 roku. Są to dodatkowe strony rozszerzające finał historii. Pokazano w nich następstwa decyzji wobec wybryków Batmana. Pierdoła, która dopełnia obraz sytuacji pokazując, że nasze przewinienia dotyczą również bliskich.

Polecam Wam zakup nowego wydania „Wieża Babel”. Dodatkowa zawartość jest dobra i miło spędziłem przy niej czas. Komiks jest pełniejszy, co wpłynęło pozytywnie na moje wrażenia. Jestem gotów sprzedać starsze wydanie nie widząc w nim zalet porównując z nowszym.

Dziękuję wydawnictwu Egmont za przekazanie komiksu do recenzji. Wydawca nie miał wpływu na recenzję.